PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
niedziela, 26 października 2008

Urodziny K.w tym roku przebiegly inaczej niz zwykle.Dziewczyny z pracy vel tepe Slowaczki(te z wycieczki majowej po Szkocji)postanowily zrobic niespodziewankowa impreze w ich mieszkaniu.Trzeba bylo K. zwabic jakos tam i powod wymyslilysmy dramatyczny i troche perfidny -otoz jedna z nich mal rzekomo uderzyc jej boyfriend.I plakala owa niewiasta strasznie i nie wiedziala co robic i pisala smsy do K. z prosba o pomoc,zeby chociaz na chwile wpadla.No i wpadla...zdyszana,prosto z pracy,w bojowym nastroju a za drzwiami czekalismy my:)Z tortem,szampanem i glosnym  Surprise:))))Mina jubilatki-bezcenna:)))I mimo ze taki troche mix towarzyski,wszyscy bawilismy sie swietnie:)

 

 

sobota, 18 października 2008

 

The Island- młoda Brytyjka Alexis przybywa do Grecji na wakacje.Posiada bardzo skromną wiedzę na temat przeszłości swojej matki.Wie jedynie,że wychowała się ona w małej wiosce Plaka.Kiedy dziewczyna,wraz z listem przekazanym przez matkę dla starej przyjaciółki,przybywa na miejsce,zauważa,że Plaka leży tuż obok dawnej kolonii dla trędowatych- Spinalongi.Tak się zaczyna odkrywanie pogmatwanych losów jej rodziny.

 

Książkę czyta się bardzo dobrze i płynnie.Wzrusza,zachwyca,przeraża.To taka trochę mini saga rodzinna.Wzruszająca ale i tragiczna. W sam raz na jesienny wieczór.

Jedynie zakończenie mnie trochę rozczarowało...

środa, 15 października 2008

Pusto.Samotnie.Pełno łez...Coś się skończyło.

Oby coś nowego się zaczęło..Dla nas wszystkich.A zwłaszcza dla Ani,która jutro obudzi się w Polsce.I dla nas.Uczących się żyć bez niej.

Dlaczego te tak ostatnio popularne,wszechobecne artykuły,statystyki na temat masowych powrotów emigrantów nie wspominają o tym jak bardzo bolą takie rozstania???

niedziela, 12 października 2008

Kolejne pożegnalne party za nami...Upłynęło pod znakiem Ani i moich łez.Nie zachowałam sie jak na organizatora przystało...Nie umiałam nawet powstrzymać łez..To ona musiała mnie uspokajać...

Przyszło dużo bliskich Ani osób,w tym nasz były szef, na widok którego Ania rozszlochała się chyba najbardziej....Były rady,dyskusje o Polsce,o tym jakie zmiany tam zaszły...TAM...Dla Ani teraz to już nie będzie tam...

Patrzę na nią i wspominam.Ile się wydarzyło,ile nas spotkało.Ile zgniotło po drodze i jak bardzo umocniło...Ile nam zycie dało a ile zabrało...

A Ania tylko wczoraj szepnęła cichutko:Ja wcale nie chcę tam jechać...

 

Słyszysz????????????????????????????????? 

środa, 08 października 2008

Wczoraj było wielkie ta da da dam.Dzien,zasponsorowany przez K.jeszcze dawno temu,a mianowicie w moje urodziny w sierpniu.Otoz dostałam od niej genialny(?)prezent w postaci vouchera na 5 lekcji jazdy...Ogólnie wręczenie prezentu zakończyło się iście świńskim zachowaniem z mojej strony,jako że nie zważając na ludzi wokół wydarłam się,że ja nigdy,za żadne skarby,w życiu nie wsiądę za kierownicę...Potem były już bańki w oczach i wrzask,przeplatane wyrzutami sumienia,że jednak jestem prosię,które robi komuś przykrość z powodu prezentu...

Ale czas jakiś upłynął,zrozumiałam,że z K. nie wygram.Wysłałam wniosek o provisional driving licence i takie oto otrzymałam.Jeśli ma się taki dokument tutaj,można wsiadać za kierownicę i jechać śmiało,z doświadczonym kierowcą u boku i nakleiwszy sobie uprzednio  wielkie L na szybie.

No i wczoraj miałam pierwszą lekcję,2,5 h.Pani po mnie przyjechała pod dom i się zaczęło.Wyjasniłam,że ja wiem jedynie do czego służą pedały(już mi się hamulec nie myli z gazem...),jak zmieniać  biegi i  tyle.Pani bardzo miła,cierpliwa i ogólnie bardzo dobry z niej nauczyciel.Pojechałyśmy sobie na jakieś odludzie i tak sobie pojeździłam,najpierw prosto a później skrecałam w lewo,objeżdzając teren dookoła:)Ani razu nie zgasł mi samochód i ogólnie pani mnie pochwaliła,że robię wszystko gently i smoothly:)

Konkluzja jak następuje:nie taki diabeł straszny..I chyba jak się skończą lekcje voucherowe wykupię cały kurs i prawo jazdy zrobię... 

sobota, 04 października 2008

Czasem mi wystarczy jedna mała rzecz,by przywołać coś,co najważniejsze...

Zimno dziś  i mroźno.Piję herbatę z cytryną.Bardzo rzadko się to zdarza,bo przeważnie piję zieloną albo czerwoną,ale czasem się zdarza,że i  cytrynę gdzieś wynajdę...

I małe wspomnienie...Herbata z cytryną i moja mama.Zawsze kiedy byłam chora,zawsze kiedy byłam zmarznięta robiła mi taką herbatę.Kiedy wracałam ze szkoły, na stole czekała herbata z cytryną-w szklance z plastikową czerwoną  "nasadkopodstawką" i kanapki.Kiedy podczas studiów przyjeżdzałam do domu na weekend też była na pierwszym planie..I zawsze w zimowe wieczory...I zawsze rano na sniadanie do małej jejecznicy na maśle..

Dawno to było,a ja wciąż pamiętam.I zawsze pamiętać będę. Czasem strasznie tęsknię za tą... herbatą z cytryną...

środa, 01 października 2008

Jesień idzie.Poznaję to po powietrzu.Nie lubię jesieni.Bo zawsze coś smętnego przynosi.W Szkocji jesień wcale nie jest ładna.Nie ma w sobie nic ze złotej polskiej jesieni.To tylko zawodzenie wiatru i deszcz.I zawsze przypomina mi to pierwsze dni po przyjeździe tutaj.Kiedy w nocy długo nie mogłam zasnąć i słuchałam jak wiatr szaleje...I o 6 rano zmagając się z nim wędrowałam na przystanek.Na szczęście teraz to już tylko złe wspomnienie..

A tegoroczna jesień przynosi duże zmiany.Za 2 tygodnie nie będzie tu już Ani.Bedzie w Warszawie budować nowe życie po raz kolejny.Z dala od nas.Jej pokój świeci pustkami,wszystko spakowane w kartonowe pudła dla kuriera.A Ania sama nie jest w stanie sobie wyobrazić tego,co nadchodzi..

Kilka dni temu wspominałyśmy rocznicę naszego poznania.I zawsze było tak,że rozdzielały nas wakacje,wyjazdy do domu.Po studiach nadeszła wspólna emigracja,dużo ciężkich momentów ale..zawsze byłyśmy blisko siebie... Nie umiem o tym myśleć...Znowu powiem do widzenia i znowu coś się we mnie zatrzaśnie na wieki..Jakiś żal do życia,dużo złości i bólu!I to będzie kolejna cegiełka dorzucona do mojego worka ze smutkiem.I nic już nigdy nie będzie takie samo...;(