PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
wtorek, 29 września 2009

 

 

 

 

 

 

 

Za nami wycieczka do Oban i okolic.Deszczowa,niesamowicie deszczowa tym razem.Padało prawie bez ustanku.A my podziwialiśmy widoki z okna samochodu.A kiedy nie padało,wysadzaliśmy nosa na zewnątrz.


W samym Oban rzeczywiście nie ma wiele do zwiedzania a na wycieczke do Isle of Mull się nie zdecydowaliśmy,jako że miała zająć cały dzień.Za to z samego rana wybraliśmy się do Sea Life Sanctuary podziwiać rybki, małe foki i bobry (te ostatnie się schowały).Później ruszyliśmy do Fort Williams,przeszlismy się przez miasto i zasięgnąwszy informacji pojechalismy do Glen Nevis.A tam było znowu deszczowo i mokro.Ale pospacerowaliśmy,jako że nikt na wspinanie się nie był przygotowany.Ostatni cel naszej wycieczki to wodospady i  most z Harrego Pottera .Zdążylismy na przejeżdżający pociąg.Niestety samego Harrego w nim nie było;)Odpoczęłysmy.B&B,w którym się zatrzymaliśmy był uroczy.Pokoik maleńki,na poddaszu.Było przytulnie i spokojnie.

Szkocja jest piękna.Na zdjęciach tego  nie widać,nie da się oddać tego  piękna więc pozostaje tylko patrzeć i delektować się,starać się zapisać to sobie w duszy,sercu i zachować te obrazy,tak żeby po zamknięciu oczu móc je przywołać.



Myśl,odnośnie posiadania domu,gdzieś na prowincji,pośród zieleni i gór,nie może się odczepić ode mnie.Przyszła kilka dni temu i tak już chyba się zadomowiła na dobre...Myślę i ..myślę i próbuję zrozumieć,czy to w ogóle możliwe.Raz mi się wydaje,że jak najbardziej,następnym razem sama chcę się puknąć w czoło. Ale wciąż myślę.A może marzę po prostu.Marzenia mieć warto.One się spełniają.Tak Mariusz powiedział,kiedy znikał za bramką prawie miesiąc temu.A on wie,co mówi...

Pomyślę o tym znowu jutro....

Na razie jednak dbam o tak przyziemne sprawy jak to,żeby mi podwyżka nie przeszła koło nosa,żeby Gruby jej nie "schował" gdzieś,żeby nie próbował wmówić,że pieniędzy nie ma.Codziennie zastanawiam się,co robić z pracą-bo lepsza się przydarzyła po drodze (lepsza to pojęcie względne)ale w nowych pracach nigdy nie wiadomo...Nie umiem tak po prostu zrezygnować z czegoś na tę chwilę pewnego dla czegoś co może mi nie wyjść.A potem w rezultacie nie będę mieć nic.Ale gdyby wyszło,byłoby chyba w końcu dobrze...

Za czymś tęsknię..Nie wiadomo za czym.Czegoś brakuje.Tyle uczuć we mnie.Coś cały czas dręczy nerwy,coś eksplodować chce,coś się dzieje a ja nie wiem co.Dręczy,męczy i trwoży.Czuję jak się we mnie dużo rzeczy zmienia,za szybko,zbyt szybko,coś się zaczyna układać,uspokajać,ale i obojętnieć.Jakieś zmiany się szykują,czuję to przez skórę.Czy to zmiany na dobre będą?

niedziela, 27 września 2009

Co by było gdyby...Odpowiadam na pytania z quizu Nature Girl

 

1. gdyby ceny baryłek ropy i wody pitnej były identyczne?

To zależy jakie to byłyby ceny ,ale myślę,że moglibyśmy umrzeć z pragnienia.


2. gdyby zwierzęta były inteligentniejsze niż ludzie?

Stalibyśmy się ich ofiarami.Tak jak one naszymi teraz.Tylko ciekawe czy bylibyśmy np.smacznym niedzielnym kotletem czy mrożonką?

Poza tym-one mają swoją inteligencję i swój sposób na życie- żyje im się prościej i spokojniej od nas.

3. gdyby ludzie nie potrzebowali snu?

Oooo,to byłoby najpiękniejsze.Wystarczyłoby czasu na wszystko-na przeczytanie wszystkich książek,odwiedzenie wszystkich krajów świata...Tylko zastanawiam się,czy nie byłoby tak,że ludzie spędzaliby jeszcze więcej czasu w pracy..??Albo powstałoby nowe "zajęcie" dla wypełnienia doby.Musiałoby to być coś szczególnego,innego,bo zakładam,że wciąż mielibyśmy noc a więc i ciemność i co za tym idzie:w pewien sposób ograniczone możliwości.

Ogólnie byłoby łatwiej i przyjemniej.Nie byłoby problemów z tym,że ktoś zaspał albo pretensji,że ktoś chrapie;)

4. gdyby ludzie nosili swoje domy na plecach, niczym żółwie?

Nie potrzebowalibyśmy mieszkań,kredytów 35letnich,płacenia czynszu.Ale wtedy pewnie nie moglibyśmy nikogo do siebie zaprosić,ani też urządzić przyjęcia;)
Za to potrzebne by nam było coś w rodzaju parkingu;)

5. gdyby ludzie musieli spędzać co trzeci rok poza krajem swojego urodzenia?

Niewątpliwie nauczyliby się języków obcych i zwiedzili świat.A oprócz tego może w końcu nauczyliby się mówić Żegnaj bez bólu i łez i nie przywiązywać się do ludzi.Ale wtedy wszyscy musieliby być singlami,bo takie zmiany co 3 lata nie sprzyjają żadnym związkom.

 

Do odpowiedzi zapraszam Muu,Fantę,Zołzę,Krasavitzę,Unę-Invitadę,Krainę Kocio-Kwik

 

:)

niedziela, 20 września 2009

Jesień nadciąga.Na razie jest ciepło i słonecznie.Jak na Szkocję,to nawet powiedziałabym pięknie.Jestem ciekawa, jak jest poza miastem.Czy wszystkie liście już opadły,czy kolory się pozmieniały.Już niedługo to sprawdzimy, bo wybieramy się na 2 dni do Oban.
Potrzebujemy trochę odpoczynku, świeżego powietrza,swobody i ciszy.


Nie czuję jesieni w tym roku.Chodzi mi o jesień w duszy,o depresję i smutek,jakie towarzyszyły mi co roku.Jest jakoś spokojniej(może już wystarczy).Nie myślę już o wielu rzeczach,na które nie mam wpływu.Wierzę,że życie samo przyniesie rozwiązanie.Żyję sobie powoli.Pracuję,gotuję,czytam,odpoczywam.Kupiłam duży koc-czarny w białe groszki,polarowy,ciepły i wspaniały.Jest pod nim ciepło i mięciutko.W sam raz do spedzania czasu z książką i herbatką.Próbuję odgruzować mieszkanie,pozbywam się rzeczy niepotrzebnych,może komuś posłużą.

Jakaś taka cisza dokoła.Mam nadzieję,że to nie cisza przed burzą:)

poniedziałek, 14 września 2009

Nie ogarniam.Ale się staram.A raczej staram się nie starać i płynąć trochę z prądem.I zobaczyć co będzie dalej.Żyć dniem dzisiejszym.Nie spieszyć sie donikąd.Uśmiechać się więcej,nie mieć myśli fatalistycznych,wierzyć w lepsze jutro.Nie denerwować się rzeczami,na które nie mam wpływu,ludźmi,którzy zwyczajnie nie są mi w życiu do niczego potrzebni.Nie snuć wielkich,dalekosiężnych planów.Co ma być to będzie...Chyba.Jakaś częśc nie zależy przecież od nas samych.

Zrobiłyśmy czteroletni bilans.Nie wyszedł najgorzej.Mało tego-wyszedł dobrze.Z wielu powodów.Więcej plusów niż minusów.Dużo rzeczy się udało,spełniło...przetrwały.Te najważniejsze,które miały przetrwać.Plany się zrealizowały.Jeszcze nie wszystkie co prawda,ale...A reszta...?Reszta jest... wspomnieniem.A wspomnienia są różne.Dobre,złe,"wybielane",idealizowane,łzawe...Może za rok plusów będzie więcej,tych małych i tych większych.

Jesień.Poznaję to po powietrzu i liściach.I o tym,że trochę marzną stopy nad ranem.I wiatr wieje.

poniedziałek, 07 września 2009

Dużo uścisków.Pożegnań.Leaving party,zakrapiane łzami,obietnicami,wspomnieniami.Stawili się wszyscy,niczym duchy z przeszłości...Dużo zdjęć i mój wielki smutek.Kilka dni potem ostatnia rozmowa,całonocna prawie,w której chciałoby się zawrzeć wszystko,powiedzieć tyle i jeszcze więcej,zapytać o wiele rzeczy...Trochę śmiechu ale więcej smutku i refleksji.

A potem lotnisko.Zimno,ciemno i zawodzący wiatr.Wielki plecak Mariusza,z misiem,odzianym w kilt,wiezionym dla Kubusia, zniknął za bramką.Ostatni uśmiech i slowa "Wierzcie w marzenia dziewczyny,bo one się spełniają".

Tak.Spełniają się marzenia nam wszystkim.Tylko cena,jaką przychodzi płacić jest czasem bardzo wysoka.Cena samotności i życia gdzieś daleko od ludzi i miejsc,których kochamy.

Za kilka dni minie nam 4 lata tutaj.Napisałam do Uli z zaproszeniem na kolalację.Zadała gorzkie pytanie,o którym nie potrafię przestać mysleć:A czy mamy co celebrować?

Niewątpliwie mamy.

Ale niewątpliwie nie wszyscy.Bo ich tu już nie ma,albo są ale jakby nie było.

Co będzie za rok?