PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
niedziela, 30 września 2007
Tak sie zastanawiam jak sie ludziom zmieniaja potrzeby i marzenia...Wczoraj nad tym rozmyslalam i nawet wyglosilam tyrade na ten temat dla K.w samochodzie o 1 w nocy po drodze z pracy...
Kiedy bylam mala,takie rzeczy jak soczki,jogurty czy owoce egzotyczne-banany,pomarancze,melony to byl dla mnie towar z wyzszej polki.Tym bardziej,ze ja dziecko z mazowieckiej wsi jestem:)To byla naprawde rzadkosc i pamietam jak bardzo czekalam na momenty,kiedy moja kochana warszawska Ciocia(ktorej juz niestety nie ma wsrod nas)co 2-3 tygodnie przyjezdzala do nas i przywozila w swoim magicznym wozeczku na kolkach rozne rzeczy dla swoich dwu uroczych bratanic:)To bylo prawdziwe swieto...
A teraz,od 3 dni jem banany,pomarancze i pomijam przeroznymi sokami.A dzis  same jogurty,jako ze nastal najstraszliwszy dzien diety-Dzien Mleczny....Jak ja nie znosze jogurtow!!!
I wiecie co teraz jest moim marzeniem??Chleb ze smalcem,do tego ogorek w lapke i nic mi wiecej do szczescia nie trzeba...!!!

Co do egzotycznych owocow jeszcze,to kiedys Ciocia  przywiozla kiwi dla mojej Babci.To byla afera.Babcia ogladala owo kiwi,ogladala, az wreszcie uznala,ze jej corka az tak jej zle zyczy,ze z Warszawy przywiozla dla niej..zgnily ziemniak!!!:)

piątek, 28 września 2007
Oj dieta,dieta...Caly czas mysle o czyms slodkim-jakims wafelku,batonku...
Ale tak naprawde,jako,ze jestem "chlebozerna" najbardziej brakuje mi chleba:/
Dzisiaj drugi dzien diety,nie jest zle nawet.Jakos sie trzymam.Wlasnie zjadlam gotowane udko z kurczaka(bez soli!!!),2 duze liscie salaty,3 rzodkiewki i 2 lyzki ryzu...A na wieczor jogurcik.A rano byl banan,pomarancza,garsc orzechow i sok.

Dzis rano po przebudzeniu uslyszalam:"No wstan juz i zrob sniadeczko":)No wiec poczlapalam do kuchni.Staram sie wszystko pieknie przygotowywac...Sniadanie znaczy sie.Ukladam wszystko na talerzyku-np.lisc salaty,na nim 2 rzodkiewki,obok orzeszki z rodzynkami...I mamy taka namiastke sniadania...Niedlugo zaczne widziec na tych talerzach kanapki....oczyma wyglodzonej duszy rzecz jasna:)

Nadal zimno,trzeba bedzie dzis wlaczyc piec w koncu,bo juz zamarzamy.I kurtke zimowa musialam zalozyc:/I jak wczoraj wracalam z pracy to poczulam takie mrozne powietrze,nie wiem dlaczego skojarzylo mi sie z Bozym Narodzeniem....

A teraz wlasnie mam przed soba rozlozone wszystkie posiadane przeze mnie materialy do nauki angielskiego....I jeszcze mam godzinke przed praca,by sie pouczyc...Zatem si ja:)


środa, 26 września 2007
To juz jutro...Jutro zaczynamy diete.Zakupy owocowo-warzywne juz zrobione,soki zakupione.
Dieta trwa 4 tygodnie i jest tak naprawde bardzo zdrowa(zalecana przez lekarza),oczyszcza organizm i zawsze kiedy ja stosuje,czuje sie lepiej.A ostatnio zaniedbalam sie zupelnie.Zle sie odzywiam,najczesciej jakies suche jedzenie i slodycze.Juz nawet nie chodzi o kilogramy,ktore sie przyplataly ale o samopoczucie i zdrowie.I o moj wrazliwy,wiecznie bolacy zoladek:/
Zawsze dobrze na nas ta dieta dzialala,za 1szym razem(a to juz teraz bedzie 3ci)schudlam okolo 10 kg.I czulam sie naprawde znakomicie.Z "pewnych" wzgledow zrezygnuje z glodowki(to jest zawsze 7 dzien).Ostatnim razem mialam spore problemy nastepnego dnia...Ogolnie rzecz ujmujac nie mialam sily...nawet,zeby podniesc szklanke z herbata...

<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>


Znalazlam ciekawa informacje tutaj:

http://www.filmros.pl/index.php

Szkoda tylko,ze nie bede mogla byc wtedy w Polsce...:(

Dzisiaj mija 7 lat od kiedy zaczelo sie moje nowe zycie.7 lat temu 26 wrzesnia 2000 roku przyjechalam do Warszawy na studia:)I to byl moj pierwszy dzien w akademiku na Smyczkowej:)I poznalam 2 nowe osoby..wazne osoby:)A potem tych osob bylo wiecej...I nie wyobrazam sobie mojego zycia bez nich...
Pamietam ten dzien dokladnie,czulam sie obco,chcialam wracac do domu,nie spodziewalam sie niczego dobrego po tym nowym zyciu...A pozniej wszystko zaczelo sie ukladac i wspominam te czasy jako najpiekniejsze i najbardziej beztroskie.Chociaz w tamtym momencie na pewno tez widzialam same problemy...
Poznalam tam wielu ludzi,przeroznych,zewszad.Z wieloma mam kontakt do tej pory.
Czas leci szybko,strasznie szybko...Wszystko sie zmienia,i nieustannie cos sie konczy...Czasem boje sie,ze zycie minie rownie szybko...
A ja- z moim wrodzonym pesymizmem- nie zauwaze tego i bedzie juz za pozno na wszystko:(


                     <<<<<<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>>

Dzis ide wyludzic troche informacji na temat zerwania umowy z o2.Zlikwidowali darmowe rozmowy do Polski i wielu ludzi rozwiazuje umowy.Jezeli zrobi sie to do czwartku,to mozna zachowac dotychczasowy numer.A pozniej podpisac nowa korzystniejsza umowe.Warunki na jakich mamy telefony byly dobre rok temu,teraz okazalo sie,ze jest wiele korzystniejszych ofert-wiecej minut,wiecej smsow i mniejsza oplata miesieczna.
wtorek, 25 września 2007
Ja zamierzam glosowac...
poniedziałek, 24 września 2007
Korzystam dzis z dnia wolnego.Czytam,"zwiedzam" Internet.
Mysle nad soba.Tak bardzo bym chciala cos zaplanowac,ulozyc,nauczyc sie nie poddawac,realizowac wszystko do konca,wyzbyc sie mojego slomianego zapalu...Poki co mam fale euforii i fale dola.Raz wydaje mi sie,ze wszystko jest pieknie by za kilka minut miec lzy w oczach,poczatek ataku paniki i pytanie Co dalej??
Zastanawiam sie dlaczego jest tak,ze sama siebie nie znam.Duzo we mnie zlosci,zmieniam poglady na rozne sprawy w zaleznosci od humoru albo w zaleznosci od tego, jakie zdanie ma moj rozmowca(tak by moje bylo inne!).Potrafie wyobrazic sobie wiele najdziwniejszych rzeczy,moglabym pisac przerozne scenariusze ale zawsze sa to tylko zle lub dziwne,nieprawdopodobne rzeczy.Nigdy nie ma piekna i dobra,happy end'ow.Moja pesymistyczna natura jest chyba wypaczona do potegi ntej:/


Wnioski wyciagniete:musze sie uspokoic wewnetrznie,wyciszyc,umiec zrelaksowac.Byc na TAK a nie na NIE,nie negowac wszystkiego.Nauczyc sie samodyscypliny,nie tracic bezmyslnie czasu.Wszystko to wiem,ale nie potrafie tego wcielic w zycie...



niedziela, 23 września 2007
Dzis na obiedzie byl Chlopak.Po raz pierwszy od jego powrotu(a to juz pare tygodni)udalo nam sie spotkac i porozmawiac:)
Rozmawialo nam sie jak zwykle dobrze ale i filozoficzno-zyciowo.Na wiele roznych tematow...I powiedzial mi cos,nad czym teraz mysle....Przeszlosc mozemy wspominac,przyszlosc zaplanowac,ale terazniejszosc dzieje sie tu i teraz i dlatego tak boli i caly czas wydaje sie,ze jest cos nie tak.Dlatego tak trudno,bo nie nadazamy za nia...

No i ja jestem z serii ludzi,ktorzy obecne czasy uwazaja za najgorsze w swoim zyciu.A potem z perspektywy czasu okazuje sie,ze byly najlepsze.Powiedzial,ze za 2 lata o tej porze bede pewnie wspominac,ze dzis,wczoraj,jutro to byly piekne dni i piekne chwile...

<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>

Ogladalam wczoraj w kinie Run,Fat Boy,Run.Usmialam sie ale nie tylko.Zastanawiam sie czy ja tez mialabym tyle samozaparcia i sil??I zabolalo mnie zdanie wypowiedziane w filmie,ze Denniss jest typem czlowieka,ktory nic nie robi do konca,jedynie zaczyna...To tak jak ja:(
piątek, 21 września 2007
Jestem jak te jesienne liscie.Czuje,ze uschne i opadne razem z nimi.Dzis rano zadzwonil budzik i nie bylam w stanie zwlec sie z lozka,czulam sie fatalnie,wszystko mnie bolalo a najardziej glowa i kazdy krok sprawial bol:(Bylo mi wszystko jedno czy pojde na zajecia czy nie....Nie poszlam i przestalam widziec sens chodzenia tam jak zreszta wszystkiego innego...
Glowa boli mnie caly czas.Jak zwykle szukam pocieszenia w jedzeniu.Wcinam paczka ze sklepu polskiego i przypominaja mi sie paczki z pasazu na Sluzewiu...W powietrzu czuc nadciagajace chlody,w domu tez juz zimno,trzeba bedzie niedlugo wlaczyc piec...
Czuje jak opadam z sil i energii jakiejkolwiek....Mam wiele "zaleglych"spotkan- ale nie mam na nie sily...Nie mam sily na rozmowe z ludzmi...,ktorzy zreszta nie sa w lepszym stanie niz ja...Dlaczego wszystkie smutne rzeczy dzieja sie jesienia???

                               <<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>>


Mamy problem z samochodem.A wlasciwie juz po problemie,bo samochod byl u pana doktora.Pan doktor zreszta oblupil nas z ostatniego szkockiego nowego grosza:/Cos sie od dawna dzialo z przednim kolem.Ciagle mialo malego flaka.I dzisiaj przyszedl  Chlopak i po badaniu postawil diagnoze.Z charakterystycznym dla siebie stoickim spokojem Karol stwierdzil,ze w oponie tkwi gwozdz:///////////// co zreszta z jego samochodem zdarza sie bardzo czesto...
Tak wiec problem zostal rozwiazany.Jest szansa,ze moze gdzies wyruszymy w Szkocje.Ale to dopiero za 2 tygodnie....................................................

środa, 19 września 2007
Ewa juz od wczoraj w Warszawie...Tesknie niemilosiernie,jakas pustka straszna w mieszkaniu.Czasem mam male schizy,ze ja wolam i nasluchuje czy sie odezwie...Taka juz mam wade,za szybko sie przyzwyczajam do wszystkiego i wszystkich-zwlaszcza do czyjejs obecnosci...Juz do niej dzisiaj 2 razy dzwonilam,i wczoraj raz...Ale jeszcze 5 tygodni i moje stopy dotkna ojczystej ziemi:)Nie moge sie doczekac spotkania z ukochanymi ludkami:))))

Dzisiaj rano bylo strasznie zimno.Wszedzie jesien,drzewa traca liscie,w powietrzu czuc lekkie przymrozki.
O 7:30 na przystanku przezywalam kryzys.Bylam  krok od wrocenia sie do domu i wskoczenia back pod koldre!!!Ta codzienna poranna autobusowa podroz 50minutowa kiedys mnie doprowadzi do szalu...Jedyny plus to to,ze moge czytac do woli....

Dzisiaj na zajeciach mielismy dyskusje na temat CV i tego co o sobie warto napisac.O swoich cechach charakteru itd.I zdalam sobie sprawe(nie po raz pierwszy zreszta),ze jesli mowa jest o wadach to ja nie mam problemu z blyskawicznym ich wymienieniem.Ale jesli trzeba powiedziec nawet 2 slowa o zaletach to juz jest cisza z mojej strony...To chyba niedobrze??!!....



niedziela, 16 września 2007
Wczoraj bylo pozegnalne mini party Ewy.Wraca do Poladnii juz w poniedzialek:(Wiem juz,ze zburzy to moj spokoj wewnetrzyny:(I ze dlugo nie bede sie mogla pozbierac,patrzac na pustke dookola i na to,ze na wolanie nikt nie odpowiada..I znowu sie zacznie czekanie na smsy od niej...
Nie znosze mowic do widzenia,nie znosze tego,ze ludzie sa i i wyjezdzaja...ze musimy cale zycie sie z kims zegnac...Doszlam juz do takiej paranoi,ze juz przy mowieniu dzien dobry chce mi sie plakac,bo wiem,ze predzej czy pozniej nadejdzie chwila,kiedy trzeba bedzie powiedziec do widzenia...

Wczoraj bylysmy z K.i z Katarzyna na spacerze nocnym.My w roli towarzystwa w drodze na "faja" dla Kasi.I wial wiatr i poczulysmy jesien,bura,smetna szkocka jesien:((I my wsrod tego szalejacego wiatru...I zdalysmy sobie sprawe,ze to nasz pierwszy wspolny taki nocny spacer ever...
Pelno lisci,i dzis od rana pada.Nie lubie tej pory roku...Kiedys lubilam..Ale teraz taka tutejsza jesien kojarzy mi sie tylko z naszymi pierwszymi dniami w Edi 2 lata temu...I to jest zawsze takie niemile wspomnienie,pelne strachu i stresu...
Zime bardzo lubilam w Polsce.Skrzypiacy snieg pod butami,cieple skarpety,szalik...I jakos z zima mam duzo cieplych wspomnien...Lubilam nawet chlape i bloto  na warszawskich ulicach i Ogrod Saski w sniegu.I mozna bylo ulepic balwana.
Tutaj zapomnialam co to zimowa kurtka,ze o butach takowych juz nie wspomne...Tutaj wlasciwie jest na okraglo jedna pora roku,z ta tylko roznica,ze czasem pada mniej a czasem bardziej!
Lato tez lubie,choc teraz mniej,bo juz nie mam wakacji.Ale lubie te pore roku ze wzgledu na to,ze dlugo jest widno:)A tutaj w Szkocji wlasciwie do 23.I jest cieplo i nawet w UK czasem sa tzw.upaly (okolo 25st.!!!)
A wiosna....ech wiosna,jak jej nie kochac ,skoro przyniosla mi milosc:)...I zawsze na wiosne w sercu przebudza sie jakas niezmiena sila,ochota do zycia,energia...

A teraz juz wiem,ze moj nastroj bedzie opadac,po czym osiagnie calkowia  doline...A wszystko to sponsoruje szkocka deszczowa  jesien...

 
1 , 2