PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
czwartek, 30 lipca 2009

Zaczęłam oczywiście jak zwykle od końcowych pozycji na mojej peryferyjnej wyzwaniowej liście.

 

Aminatta Forna"Kamienie przodków"

 

Autorka jest dziennikarką telewizji BBC oraz autorką jeszcze jednej książki The Devil that Danced on the Water.Urodziła się w Glasgow a wyrosła w Sierra Leone i UK.

 

Na książkę składa się zbiór opowiadań różnych kobiet. Nieprzypadkowych kobiet jednak ale spokrewnionych ze sobą:córek i wnuczek jednego ojca.Asana,Mariama,Hawa,Serah-córki czterech z jedenastu żon bogatego plantatora kawy.

Książka zaczyna się od podróży Abie-mieszkanki Londynu-do miejsc dzieciństwa- Rofathane,gdzie znajduje się plantacja kawy,odziedziczona przez Abie. Potem następują wspomnienia…

 

Każda z kobiet opowiada historię. Historię swoją,historię swojej matki,historię Czarnego Lądu.Jest dużo bólu,cierpienia ale jest też miłość,namiętność,przyjaźń.Spotkamy tutaj zwyczaje i obrzędy,historie ludzkie:zwyczajne i niezwyczajne.Wojna,cierpienie,samotność.Poznamy wiele historii,które pozwolą inaczej spojrzeć na Afrykę.

Książka ta pokazuje również przemiany polityczne,jakie zaszły w Afryce i jaki miało to wpływ na zwykłych,prostych ludzi.Pęd do kultury Zachodu i jego skutki.Pojawienie się misjonarzy i nauczycieli.

Kamienie przodków nie mają prawie wcale dialogów.A mimo to książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem.I po lekturze pozostaje niedosyt...Polecam gorąco.

piątek, 17 lipca 2009

Jeszcze raz,zgodnie z zaproszeniem Naturegirl :)

 

1. Czy macie jakieś zabawne przygody z książkami pożyczonymi np. z biblioteki albo od znajomych. Chodzi mi o historie w stylu pies zjadł książkę itd.

Nie mogę sobie przypomnieć ale coś mi świta.Coś z psem,chyba ją pożarł,chyba to było na studiach a książka była od kogoś pożyczona.Ale nie pamiętam dokładnie.Monia,może Ty pamietasz...Nie wiem czemu,ale też Twoja osoba mi się kojarzy...

 

2. Co myślicie o głośnym czytaniu? Czy głośno należy czytać tylko dzieciom, czy może dorośli też powinni sobie czasem nawzajem coś głośno poczytać?

Swego czasu lubiłam(lubiłyśmy) czytywać dramaty z podziałem na role.I było to bardzo ciekawe.

Czasem katuję otoczenie czytając co ciekawsze(dla mnie...niekoniecznie może dla innych) fragmenty na głos.Nie wiem czy wytrzymałabym natomiast,gdyby ktoś miał mi na głos przeczytać całą książkę...Chyba nie!!!Lubię sama czytać,nie lubię kiedy ktoś dla mnie czyta.Ot,tak już mam!:)

 

3. Czy miałyście w dzieciństwie czy czasach nastoletnich taką osobę, która pomagała wam wybierać książki, podsuwała to, co sama czytywała w waszym wieku itd. Jeżeli tak, to kto był tą osobą?

Niestety nie było nikogo takiego i sama musiałam się kształtowac a to w praktyce oznacza,że straciłam dużo czasu na niepotrzebne w gruncie rzeczy lektury:/Dopiero w liceum moja wychowawczyni i polonistka zarazem, podsuwała mi na wakacje listę lektur nadobowiązkowych i dobrych książek.

 

Moje pytania:

1.Czy pamiętasz swoją pierwszą książkę, przeczytaną w języku obcym?

2.Czy jest książka, którą wspominasz z niechęcią, niesmakiem ?

3.Gdybyś miała skłonić jak najwięcej osób do przeczytania jednej, konkretnej książki, jaką wybrałabyś?

 

A o odpowiedzi poproszę Fantę , Muu , Zołzę i Krasavitzę :)))

 

 

 

środa, 08 lipca 2009

 

Katja zaprosiła mnie do udziału w łancuszku książkowycm.Serdecznie dziękuję i odpowiadam:)

 

1. Jakie jest Twoje najbardziej zwariowane albo wesołe (śmieszne) wspomnienie związane z czytaniem książek?

Hmmm...Pierwsze, co mi przyszło do głowy to coś,o czym już kiedyś na blogu napisałam. To była noc, centrum Edynburga. Czekając, wcisnęłam się z książką we wnękę między sklepem a wejściem do bloku. Książką ową była Córka opiekuna wspomnień Kim Edwards. I nagle ktoś się przy mnie zatrzymał. Był to nikt inny jak lokalny pan żul, który z przepięknym "wybrakowanym" uśmiechem wypowiedział się krótkim, acz miłym w istocie rzeczy wierszem : You look gorgeous, love:)

 

2. Czy policzyłaś/eś kiedyś swoje książki? Wiesz, ile ich tak naprawdę masz? Których jest najwięcej?

W zeszłym roku liczyłam, wyszło kilkaset. Wciąż dokupuję ale coraz mniej, bo odkryłam zalety biblioteki, w tym również polskiej półki.

Dużo książek zostało niestety w Polsce:(I nie wiem czy kiedykolwiek zdołamy je wszystkie tutaj przetransportować:(

Najwięcej jest książek w języku angielskim-za sprawą tutejszych charity shopów i moich wędrówek:)Nazbierałam w ten sposób dużo klasyki, często w pięknych twardych oprawach.

 

3. Czy zdarza Ci się czytać w języku obcym? Jeśli tak, to w jakim i co decyduje o tym, że sięgasz po taką książkę?

Czytam w 3 językach. Polskim, rosyjskim i angielskim. Lubię czytać w języku angielskim, aczkolwiek zauważyłam, że nie niesie on dla mnie tylu emocji, co polski czy rosyjski. Dlatego nie pamietam, żebym np. płakała nad książką czytaną po angielsku. Natomiast kiedy czytam po rosyjsku, płaczę po polsku, to już prawie zawsze. Jeśli jest powód oczywiście;)

Po rosyjsku jeszcze czytam kryminały Marininy i Doncowej...Kocham je. Taką już mam słabość:)

Robię też sobie lingwistyczne "wyzwania" i czytam na przemian-książka po polsku, kolejna po rosyjsku, a następna po angielsku.

 

Chyba już wszyscy ze znanych mi blogów książkowych  brali udział w łańcuszku,dlatego nie wyznaczam nikogo.Jeśli ktoś jednak tu trafi serdecznie zapraszam do udziału:)


wtorek, 07 lipca 2009

To będzie moje pierwsze czytelnicze wyzwanie:

 

W ramach Literatury na peryferiach postanowiłam przeczytac:

WŁOCHY

1.Roberto Saviano Gomorra

 

AFGANISTAN

 

2. Khaled Hosseini The Kite Runner

 

SERBIA

3.Milorad Pavic Unutrasnja strana vetra ili roman o Heri i Leandru

 

 

Mam nadzieję,że uda mi się jeszcze przeczytac:

Melania Mazzucco Vita

Sandor Marai Embers

Aminatta Forna Kamienie przodków

 

Cieszę się niezmiernie:))))))))

 

 

sobota, 04 lipca 2009

 

 

Do książek Jodi Picoult podchodzę raczej ostrożnie i bez "szału".My sister's keeper była dobrą książką(z zakończeniem filmu niestety trochę "przegięto").Na polskiej półce bibliotecznej znalazłam ostatnio Świadectwo prawdy i postanowiłam zmierzyc się z tą autorką.

Akcja książki rozgrywa sie w Pensylwanii,na farmie Amiszów,gdzie pewnego ranka policja odkrywa zwłoki noworodka.Wszystko wskazuje na to,że winną jest młoda dziewczyna Katie,zwłaszcza,że wygląda na to,że jest ona świeżo po porodzie.Dobry początek na kryminał..ale to nie jest kryminał.Co zreszta wcale nie umniejsza wartości owej książki.
Sprawą Katie,oskarżonej o morderstwo zajmuje się znana adwokat z  wielkiego miasta,która szybko przekonuje się,że zycie Amiszów zdecydowanie różni się od życia zwykłych ludzi.I co za tym idzie,jej praca staje się znacznie cięższa niż zazwyczaj, a warunki, w których przyjdzie jej pracowac,będą znacznie odbiegac od tych,do których przywykła.

Podobał mi się sposób w jaki Picoult przedstawiła Amiszów.Książka trzymała w napięciu,choc szybko się domyśliłam kto jest kto i tak dalej:)Nie spodobał mi się natomiast wątek pani adwokat i jej byłego mężczyzny.Był moim zdaniem co najmniej rodem z Harlequina wyjęty...Rozumiem,że miało byc głownie o Katie, ale happy end tworzy się trochę dłużej niż przez kilka stron...

W porównaniu z My sister's keeper czy Dziewiętnaście minut, Świadectwo prawdy wypada chyba jednak trochę blado...

Nie ma lepszej pory na pieczenie ciasta niz noc;)W moim przypadku to było pieczenie ciasta po latach.Gdyby tak policzyc to pewnie z 10 by wyszło od kiedy ostatni raz jakiegoś smakołyka słodkiego przyrządziłam.Kiedy byłam w liceum,piekłam dużo i regularnie.Moją lekturą był Poradnik Domowy.Pamiętam te poplamione kartki,zatłuszczone,obsypane mąką.


Wczoraj odwiedziła nas Ula i zaczęłyśmy sobie opowiadac jakie się u kogo w domu ciasta piekło i piecze i od słowa do słowa wyszło:Zróbmy ciasto!A potem już błyskawicznie-Internet,przepis,wyprawa do supermarketu po składniki.I pieczenie.Uścislijmy-ja to robiłam!!!Dziewczyny dopingowały mnie z kanapy.Po 1 ciasto było gotowe:))))) Powiedziały,że smakowało.W każdym razie nie było najgorsze.

Tak sobie teraz myślę:może by tak częściej próbowac.....Internet to kopalnia wiedzy na ten temat.Tysiące przeróżnych przepisów z pięknymi zdjęciami.Czemu nie?Gotowanie mnie wciągnęło i cieszę się z tego niezmiernie,bo owszem restauracje albo zamawianie na wynos jest fajne i wygodne, ale jeszcze większa jest ta radośc ,kiedy można samemu coś przyrządzic,pospiewac nad rondlem,poszalec z przyprawami:)

Tyle tylko,że  ciasta to takie trochę kaloryczne są:/

http://www.wielkiezarcie.com/przepis243.html 

piątek, 03 lipca 2009