PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
środa, 30 czerwca 2010

Gdyby tak można było nauczyć się być jak jeż.Mieć kolce i być odpornym.
Gdyby tak można było umieć żyć bez ludzi...
Gdyby człowiek zaczął się uczyć na swoich błędach i nigdy ich nie powtarzał.Nie ufał ślepo,nie pokładał zbyt dużych nadziei.Nie wierzył,nie usprawiedliwiał,nie czekał na coś,co nigdy nie nadejdzie.


Gdyby naiwność nie istniała...

Gdyby osiągalnym stanem  była samowystarczalność,umiejętność przejścia przez życie bez pokładania w nikim nadziei,ufności.
Gdyby człowiek umiał myśleć-jasno i trzeźwo.Wiedział,co realne a co nie.Umiał odróżniać prawdę od kłamstwa...

Gdyby....

-----mielibyśmy wtedy spokojne sny,równy oddech, czyste sumienia,nie znalibyśmy łez a policzki nie paliłyby ze złości i żalu.Nie byłoby rozczarowań,bólu,złamanych obietnic.


Ale nie...!!

każdy  wciąż i wciąż niczym  ta ćma do lampy...lgnie a później się rozbija i spala.

wtorek, 29 czerwca 2010

Zmiany są trudne.Zmiany są ciężkie.Dlaczego nie ma zmian tylko i wyłącznie na lepsze?Stuprocentowych?Z samymi plusami z tego wynikającymi?Ale podobno człowiek zniesie wszystko...Dlatego będzie dobrze!

piątek, 25 czerwca 2010

Nie ma to jak wybrać się na cały dzień na zakupy.Zawsze oczywiście zaczynają się one wizytą "u koryta".Ale dzisiaj zaraz po wyjściu z restauracji,postanowiłam zakupić dla Kiry nową kuwetę.Bo było po drodze...I nie wzięłam do niej siatki,którą mi pan oferował.

I później okazało się,że samochód zaparkowany za daleko i nie chciało się z magicznym korytkiem iść,żeby je zostawić w bagażniku.Tak więc dzisiaj były zakupy z kuwetą...Do przymierzalni z kuwetą,do kasy z kuwetą,na koniec dnia noszenie toreb i...kuwety:)

Jeśli ktoś widział w Livingston "małe chude ruchy",niosące kuwetę,to to byłam ja;)

 

Zmiany...Oby na lepsze.

Czekanie.Wiem,że będzie dobrze...

Plany.Czy się zrealizują?

Lato w pełni.Słońce przypieka.

środa, 23 czerwca 2010

Myślimy.
Trzymamy kciuki.
Nie wiem czy zauważyłeś ale jutro jest szczególny dzień...:) ośmiowersowy wiersz z kalendarza...

Nie może być inaczej jak tylko dobrze.
To dobry znak.
Ja to wiem.

A za kilka miesięcy spotkamy sie w Edynburgu i  razem wejdziemy na Artura!!!
Obiecujesz?

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Zagłosowałam.


Jeszcze w samochodzie,w drodze do konsulatu,myślałam o innym kandydacie.Zmieniłam zdanie po to,by dać wieksze szanse zakończeniu wyborów na pierwszej turze.Nie byłam i wciąż nie jestem przekonana.Wybór mniejszego zła też nie jest do końca tym,z czego można być dumnym.

Zobaczymy co będzie za 2 tygodnie....

piątek, 18 czerwca 2010

 

Powietrza.

Spokoju.

Odpoczynku.

Trochę uśmiechu.

 

Niech ktoś to wszystko ogarnie!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Scena w edynburskim autobusie:

Autobus  zatrzymuje się na przystanku, wsiada cała rodzina. Najpierw ojciec-kupuje bilety dla wszystkich i idzie, by zająć miejsce z tyłu autobusu.Za nim synowie, średnia wieku od 12 lat począwszy, a  na mniej więcej 4 latach skończywszy.5 sztuk było ich!!! Na końcu matka z niemowlakiem. Zajmuje miejsce  z przodu w sekcji dla wózków. Obok siedzi staruszka, pochyla się do niej i coś mówi na co matka-Szkotka odpowiada z półuśmiechem ale i dobrze słyszalnym westchnieniem: a boy…

;)

sobota, 12 czerwca 2010

Pod wplywem postu dostrzezonego dzisiejszego popoludnia na emito.net pod tytulem Zyjemy po polsku czy brytyjsku uzewnetrznic sie poczulam potrzebe...:)

Czy 5 lat w Szkocji spedzonych nauczylo mnie czegos nowego,pozbawilo jakichs nawykow,cos przynioslo a cos zabralo?

Mam kawalek malej Polski tutaj.Poprzez jezyk polski wlasnie.Codziennie sprawdzam polskie strony internetowe.Pisze dwa blogi w jezyku polskim.Czytam po polsku.Posiadam Cyfre + i nie wstydze sie tego.Jesli za to wyznanie zostane wykleta,wytrzymam karcace spojrzenia i slowa dezaprobaty.Telewizje polska posiadam.Telewizor jako sam odbiornik szkocki jest-zakupiony tutaj:)Lubie ogladac Wiadomosci,filmy,programy publicystyczne.Malo tego-ogladam rowniez M jak milosc:)Ale Cyfra + dostarcza mi rowniez kontaktu z umilowanym jezykiem rosyjskim.I to chyba przewazylo w decyzji nad zakupem Cyfry.

Telewizje tubylcza ogladam rowniez.Nie powiedzialabym,ze rzadziej niz ojczysta.Bo tak wlasciwie ogladam bardzo malo.Radia slucham w samochodzie jedynie.Na polkach posiadam ksiazki w 3 jezykach.Najwiecej tych po angielsku.Czytam po angielsku,aczkolwiek nie bede klamac,ze najwieksza przyjemnosc sprawia mi czytanie po polsku.Nie sadze,zeby to sie zmienilo kiedykolwiek.Pamietam,ze na poczatlku po angielsku czytanie przychodzilo z trudem.Teraz jest juz obojetnie.Ale to chyba kwestia tego co mozna wyczytac miedzy wierszami.Miedzy polskimi zawsze wiecej mi sie udaje:)

Czesto lapie sie na mysleniu,ze w Polsce jest teraz o godzine do przodu,np kiedy mysle o moich przyjaciolach-co robia,czy wyszli z pracy,czy jeszcze nie za pozno na wyslanie smsa czy spotkanie na gadu gadu.

Nie jem polskich potraw.Za tlusta kuchnie mamy my Polacy niestety.Lubie owoce morza,seafood znaczy sie.Lubie warzywa i owoce i tym sobie zyje.Jesli juz mam cos przygotowac od wielkiego dzwonu,to najczesciej jest to potrawa wloska.

Haggis sprobowalam raz.Nie pamietam smaku,wiec chyba nie wywarla na mnie ta potrawa szczegolnego wrazenia...Fish&chips omijam z daleka.Irn-Bru nie lubie,wiec chyba zaden ze mnie Brytyjczyk:)

Lubie kawe ze Starbucksa,Sticky Toffee Pudding i owsianke Golden Syrup z Asdy.

Ze sklepow polskich korzystam jedynie przed Wigilia.Zagladam wtedy po sledzia,grzyby suszone i jakies ciasto,bo leniem jestem jesli chodzi o wypieki wszelakie.Swieta obchodzimy w miedzynarodowym gronie,Biblie podczas Wigilii czytalismy w 3 jezykach.

Mam znajomych z roznych zakatkow swiata.Jedni sa mi bliscy,inni bardzo bliscy.Slubowalam po "brytyjsku",snie po polsku tylko i wylacznie,przewaznie sny sa w czarno bialych-kolorach.

Wyzbylam sie polskich -fobii,-izmow.Nie dziele ludzi na nacje i rasy.Nabralam oglady miedzynarodowej,nauczylam sie duzo o innych kulturach.Jestem lepszym czlowiekiem,bardziej otwartym,mniej zahukanym,sklonnym do podjecia dyskusji z kazdym.czasem tylko odzywa sie przekonanie,ze czlowiek Zachodu nigdy nie zrozumie duszy wschodniej,slowianskiej...

Wzruszam sie za kazdym razem,kiedy slysze polski hymn narodowy,zamierzam wziac udzial w glosowaniu na prezydenta.Tesknie za Polska,lubie wracac do moich ukochanych ludzi i miejsc.

Zyje przede wszystkim po..swojemu chyba.

wtorek, 08 czerwca 2010

Przyznam szczerze. Ten post zainspirowany jest wpisem na blogu Chata Magoda …Dziękuję za ten tekst.Przeczytałam i tyle uczuć się pojawiło. A przede wszystkim łzy się i taka radość mała, że ktoś pisze o czymś, co ja rozumiem, co jest mi bliskie…I czym tez chcę napisać.

Będzie o babskich przyjaźniach. Takich, bez których nie byłoby mnie, takiej, jaką dzisiaj jestem. Będzie bardzo osobiście i szczerze…

W tym roku skończę 29 lat. Nie wiem czy to dużo czy mało. Może dla niektórych za mało, żeby mówić to, co teraz zamierzam powiedzieć. Ale to, co wiem i chcę powiedzieć o ludziach mi bliskich, nie zmieni się na pewno.. Wiem, że nie spotkamy już lepszych ludzi, lepszych przyjaciół, Przyjaciół, pisanych wielką literą właśnie.

Poznałyśmy je  na studiach. Pewnie tak, jak poznaje się masę ludzi, z którymi zaczynamy iść wspólnie w dorosłe życie, zakuwać do sesji, rozmawiać o planach na przyszłość, imprezować, śmiać się i płakać razem.

Po drodze okazało się, że stałyśmy się dla siebie rodziną. Po drodze okazało się, że tylko życie dzielone razem ma sens. Okazało się, że jesteśmy dla siebie kimś więcej niż tylko koleżankami ze studiów i spotkałyśmy się nie przypadkiem.

Przełom nastąpił w 2005 roku, kiedy wyjechałyśmy do Szkocji. Życie potoczyło  się bardzo różnie. Tylko jedna z nas nie poznała smaku życia na Wyspach…na emigracji.Od tamtej pory zycie nasze toczy się w dwóch krajach.

Mamy wspólne wspomnienia. Dużo pięknych i wzruszających, ale też wiele przykrych i bolesnych.

Niestety nie mamy siebie na co dzień. Mamy siebie od wielkiego święta. Wtedy kiedy nadchodzi nasza wizyta w Warszawie  czy ich w Edynburgu. Mamy siebie przez telefon, przez maile, przez gadu gadu, przez facebooka. Dzielimy ze sobą swoje życie, małe i duże radości, katastrofy, niepowodzenia. Wiemy o sobie wszystko, czujemy gdy coś złego się dzieje…Myślimy o sobie każdego dnia.

Najbardziej boli, kiedy coś jest nie tak  i nie można po prostu wsiąść w samochód, autobus czy metro i za chwilę być obok i móc podać pomocną dłoń czy ramię do wypłakania się.

Kiedy się spotykamy jest dobrze i ciepło. Jest też łzawo, smutnie. Śmiejemy się same z siebie, płaczemy nad sobą, swoim życiem i głupotą (też często się zdarza!), po to by za chwilę powiedzieć coś zupełnie nie na poziomie;)i śmiać się jeszcze głośniej.

Tak wiele Wam zawdzięczamy ...Przetrwanie tutaj, wytrwanie w najtrudniejszych chwilach…, pomoc i wsparcie, poczucie, że jesteście dla nas…że zawsze czekacie...

Ania(pani lektor, ekspert od gyrosa, założę się ,że nikt nie umie zrobić lepszego), która zawsze wnosi spokój, opanowanie i doprowadza wszystkich do porządku. Monia(business woman,mężatka;)—{ukłon w stronę Impiego},robi świetne kanapki)-wszystko organizuje i „zarządza naszymi zasobami babskimi”, Ewelina (tłOmacz;)ostatnio działa w branży Abrakadabry, tzn. natchnęła nas do pewnych zmian i zadbania o siebie)- dba o dobry nastrój i zawsze ze spokojem wysłucha…I moja „mała” Siostra, która, z czego niezmiernie się cieszę, zaczyna ostatnio integrować się z naszym gronem.

Jest jeszcze Ewa, z którą nasza przyjaźń zaczęła się w akademiku. Żona i matka, jako jedyna spośród najbliższych nam kobietek. Pamiętam kiedy wychodziła za mąż i pamiętam naszą wizytę w szpitalu, kilka godzin po narodzinach małej dziewczynki…:) Zawsze jest. Nie wyobrażam sobie już przyjazdu do Warszawy bez wizyty na Marysinie i naszych rozmów.

I jest też jedna osoba tutaj, w Edynburgu. Mała Ula. Raz bliżej, raz dalej… Ostatnio znowu bliżej:)

Jesteśmy wszystkie inne, ale bardzo podobne. Zaskakujemy się często, uzupełniamy, dopełniamy. Tworzymy najlepszą rodzinę pod słońcem. Lepszej nie mogłyśmy sobie wymarzyć. Tyle rzeczy nie wydarzyłoby się, gdyby Was nie było, tyle rzeczy nie miałoby sensu…

Tyle wspólnych chwil za nami, tyle przed nami… Musimy się mocno starać, by być razem jak najczęściej…