PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2008

Dziś mija rok.Okrągły rok od ślubu Moni i Ukcia.

 Kochani-na tę pierwszą Waszą wspólną bawełnianą rocznicę zyczę Wam jak najwięcej miłości,która uskrzydli i pozwoli znieść wszystko i jak najwięcej radości z każdego,wyjątkowego-bo razem, u własnego boku dnia...

Myślę o Was dziś(myślę zawsze ale dziś najszczególniej!)w samych najcieplejszych myślach... 

Relaks dzisiejszy mi sie nie udał.Mojej relaksacji w wannie przeszkodził bowiem huk rozbitego talerza w kuchni,sponsorowany przez Kironię oczywiście...Pogniewałyśmy się więc na większą część dnia:/Pluszak się naburmuszył,jakby moje bluzgatorstwo względem niej nie było uzasadnione!Za karę została sama w domu,a my poszłyśmy na Chronicles of Narnia:Prince Caspian.I było niesamowicie,pięknie,wzruszająco i tak jakoś się dziecięco na duszy zrobiło:))

 

                                         <<<<<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>

I jeszcze story,które nam sie przytrafiło wczoraj w nocy po 1.Jechałyśmy sobie do Asdy 24h(tam gdzie na parkingu mieszka lisek od bułki z serem;)).Dzielnica Portobello,spokojna,cicha.I nagle ryk samochodu policyjnego.Przed nami jedzie taksowka.I nagle z lewej strony,z bocznej uliczki  na taksowkę wyjeżdza samochod,zatrzymuje się z piskiem opon,wyskakuje z niego facet i zaczyna spieprzać.Za nim policjant.A my siedzimy jak wryte.Pamiętam,że gościu przebiegł koło mojej szyby i miał taki straszny wzrok,że jak sobie teraz to przypomnę,to ciary przechodzą...A wystarczyło tylko,żebym prosto na niego otworzyła swoje drzwi i pomogłabym panu "policjantu":)Takie to straszne rzeczy sie dzieją w Edynburgu...Ta da da dam!!!

 

niedziela, 29 czerwca 2008

Wklejam link do artykułu,który jakąś strunę we mnie poruszył...Ale też i zatrzymał bardzo szybko,bo szans na to nie mam najmniejszych.

http://wiadomosci.onet.pl/1493628,240,1,kioskart.htm

To wszystko prawda.I wierzę i wiem,że to pomóc by mogło niejednemu.Ale problem w tym,że niestety dla większości osób taka terapia jest fizycznie niemożliwa.

Dziś niedziela.Za oknem słoneczko.Postaram się pobyć sama ze sobą.I ze swoimi myślami.Chociaż na chwilkę.

sobota, 28 czerwca 2008

Oj wesoło było wczoraj na naszej klatce.Sąsiedzi przez ścianę urządzili imprezę.Mnie to tam szczerze mówiąc w czytaniu nie przeszkadzało,ale koło 1 w nocy słyszę walenie do ich drzwi.I to megawalenie.No więc ze swoja ciekawską naturą i zainteresowaniem Co będzie dalej podeszłam do wizjera vel judasza i zaczęłam obserwacje.Sąsiedzi z góry-ci od kota,którego Kironia ignoruje-stoją pod ich drzwiami.Ona prosi jego,żeby wrócił na górę i ona to załatwi,bo nie chce awantur.On z serii  tych,co zaraz strasza policją i sie bulwersuja:)Ale wrócił na półpiętro.I dalej to trwało jakieś przynajmniej  15 minut.Ona waliła w drzwi a Hiszpanie bawili się na całego,nie słysząc nic.W końcu kulturalna zazwyczaj kobietka zaczęła okładać drzwi rękami i nogami i w końcu ktoś się zjawił,a właściwie wytoczył z mieszkania.Dostali taki monolog od niej,że od czasu do czasu udało im się wtrącić jedynie Sorry.Jej mąż z półpiętra był jeszcze dosadniejszy.A dobrze Wam tak wstrętni Spanish people!!!.Ja bym jeszcze do was policję wezwała!!Za Rosję!!!!Za Euro!;)

 

                                     <<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>

Prosię zwane Tofikiem powróciło wczoraj do Kasi,która na jego widok wykrzyknęła"O jakżeż spasione prosię to jest";)A Kironia przechadza się w miejscu,gdzie jeszcze wczoraj Tofikowa klatka stała i patrzy na mnie pytająco.

piątek, 27 czerwca 2008

Wakacji chce.Natychmiast.Już.Teraz.Czuję,że mój organizm bije na alarm.Zasypiam na stojąco,narzekam,ogólniepojęty 'wkurw' mnie nie opuszcza nawet na krok.Płaczę bez przerwy-wykorzystuję do tego każdą okazję-nawet reklamy w telewizji.I do tego mnie wczorajszy mecz Rosja-Hiszpania doprowadził do doliny maksymalnej:/

Do Polski chce już,pooddychać warszawskim powietrzem:)))Do Saskiego ruszyć,zjeść lody na Starówce,z Monią i Eweliną przegadać całą noc,a potem tłuc się 15 godzin w pociągu do Kijowa,wyglądać przez okno i czytać,czytać,czytać...

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Skończyłam Córkę opiekuna wspomnień Kim Edwards.

Doktor David Henry odbiera poród.Na świat przychodzi dwójka jego dzieci.Najpierw zdrowy chłopiec,chwilę potem maleńka dziewczynka,w twarzy której doświadczony lekarz od razu rozpoznaje piętno dodatkowego chromosomu.Decyzja Davida zapada błyskawicznie.Myśląc,że w ten sposób ochroni swoją młodą żonę przed cierpieniem i bólem,prosi pielęgniarkę,żeby odwiozła dziewczynkę do domu opieki dla upośledzonych umysłowo.Jednak Caroline nie jest w stanie tego zrobić i postanawia sama wychować maleństwo.

Książka ta dotyka wielu problemów i tak naprawdę zespół Downa nie jest tu najważniejszy.Autorka pokazała człowieka w sytuacji dramatycznej,kiedy musi on dokonać wyboru.I nie chodzi tylko o dokonanie tego wyboru-krok,gest,decyzję,lecz o życie z nim.W kłamstwie.Dzień po dniu,rok po roku.I o to,co przychodzi później,kiedy człowiek nie jest już pewien czy dobrze zrobił,a czasu cofnąć się nie da.

Kwestie etyczne,kłamstwo,odpowiedzialność,lojalność wobec drugiego człowieka,miłość-ta ślepa i ta uzdrawiająca,poświęcenie,głeboko ukryte lęki,koszmary z dzieciństwa,nadzieja.Autorka stworzyła też bardzo ciepły i wrażliwy portret dziewczynki z zespołem Downa.

Książka wywołuje wiele pytań-niewygodnych pytań.Dużo złości i dużo strachu.Cały czas nie mogłam się oprzeć pytaniu- Co by było,gdyby David nie zachował się tak okrutnie wobec własnej córki?I zaskakuje tez fakt,że mimo tego co zrobił,jego postać chociaż na chwilę wywołuje w czytelniku coś w rodzaju współczucia,zrozumienia,poczucia,że nie jest on tak naprawdę złym człowiekiem. Może dlatego,że sam przeżył kiedyś rodzinną tragedię,którą nosił w sobie przez całe życie?Postać Caroline-pielęgniarki,która zaopiekowała sie Phoebe też nie jest postacią jednoznaczną i w jej kontekście możnaby długo rozmawiać na temat moralności.

Reasumując.Bardzo dobra książka,pokazująca mroczne strony ludzkiej natury i dramaty wywołane przez błędne decyzje,które miały przecież być tymi najlepszymi z mozliwych.

 

niedziela, 22 czerwca 2008

Niedziela upływa leniwie.Za oknem pochmurno,słońce się schowało.Całe zoo śpi.Kircia drzemie na kanapie,Stuart w domku,wsród waty i  z napchanymi słonecznikiem worami:),Tofik przytulając się do liścia sałaty.Tylko Fredek dzielnie pływa:)

A ja czytam Córkę opiekuna wspomnień i co jakiś czas uporczywie pojawia się pytanie:Co jeśli mnie to kiedys spotka?...Jak ja się zachowam?Co wtedy zrobię? A jedna z mini-recenzji na okładce głosi"(...)Tobie też może się zdarzyć"...Są pytania i problemy,które wydają się nas nie dotyczyć,a jednak czasem trzeba się nad nimi zastanowić....

piątek, 20 czerwca 2008
Edynburg.Okolice centrum.Dochodzi północ.Stoję sobie,niedaleko przystanku,czekam na K.i czekanie umilam sobie czytaniem.Nagle podchodzi do mnie na kolorowo ubrany menel,swoimi kilkoma zębami uśmiecha się do mnie przepromiennie,zagląda mi w oczy i rzecze"You look gorgeous,love".Jeszcze długo po tym śmiałam się sama do siebie.Ach,cóż za komplement to był;)
czwartek, 19 czerwca 2008

Środa minęła wspaniale.Leniuchowo,zakupowo,spacerowo.Długie spanie,potem śniadeczko a później Roslin Chapel+park.Śladami Kodu da Vinci.Postanowiłyśmy wziąć Kirosławę,żeby się "oddziczyła"wreszcie.I chyba się udało,bo kocię nabrało ostetecznie śmiałości.Spodobały się jej ruiny,a najbardziej trawa,wyrastająca przy murze.Na chwilę zeskoczyła nawet na tę okoliczność z bezpiecznego i wygodnego ramienia K.Może nie będzie z nią tak źle.Może "dziczyzna" minęła...?W sklepie była z nami również,w zoologicznym spodobało się jej najbardziej.Pewnie dlatego,że chomiki tam były...Więcej takich,jak ten co z nią mieszka,już stwarza większe szanse na udaną łapankę;)

Tak czy inaczej Kira wytarzała się w parku i w błocie i w domu zadaniem nr jeden była kąpiel... Biedne stworzenie do końca nie wierzyło,że możemy jej to zrobić.Ale kiedy zrozumiała,że drzwi do łazienki zamkniete i wyjścia nie ma,poddała się.K.trzymała,ja szorowałam,aplikowałam szampon i spłukiwałam.Kironek pojękiwał a mnie się serce ściskało.

Później było uciekanie po całym mieszkaniu i strząsanie z siebie wody i cichutkie pokichiwanie.Teraz Pluszowe znowu włochate i puchate,a więc w stanie naturalnym śpi na kanapie:)

 

 

środa, 18 czerwca 2008

Byłyśmy w kinie.Na Gone baby gone.Film wjechał mi na psychikę niesamowicie.Odkopał z zakamarków mojego mózgu różne pytania i problemy a zwłaszcza ten najbardziej trudny-że w życiu nie wszystko jest tylko CZARNE albo BIAŁE.I co to jest mniejsze zło?Albo grzech?I dlaczego dzieje się tak,że działając w dobrej wierze krzywdzimy drugą osobę?

Film powinnien wejść do kin w UK już w zeszłym roku,ale premiera została przełożona ze względu na duże podobieństwo do sprawy zaginięcia małej brytyjki Madeleine McCann.

 

 

 

 
1 , 2 , 3