PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
czwartek, 23 kwietnia 2009

Przy okazji wizyty znajomych wspłynęły wspomnienia...Oglądaliśmy wspólnie zdjęcia.Każde zdjęcie ma swoją historię,każde tchnie wspólnie spędzonymi chwilami.Na każdym jest czyjś uśmiech.

Studia,akademik,Warszawa.Tyle osób na tych zdjęciach-tych najbliższych,na zawsze,tych bliskich do dziś,tych,którzy gdzieś wciąż są i nawet tych,których wolałybysmy nie pamietac...Serce się ścisnęło.Tyle wspomnień,tyle pięknych chwil,tyle uśmiechów,tyle miejsc razem odwiedzonych.Imprezy z Dziewojami na Smyczkach,piatkowe imprezy z Anią,Ewą i Helcią,wyprawy do Zoo,Łazienek,Wilanowa(ta w Wilanowie z Ewą i Damianem)...Nie umiem nawet wypowiedziec,jak bardzo mocno tęsknię...Do tych chwil..Do tych momentów...

Już za kilka dni będziecie tu:)Nie wszyscy...Ale wiem,że wszyscy myślami...:)

sobota, 18 kwietnia 2009

 

 

 

Sen Zielonych Powiek to niezwykła i wyjątkowa powieść o dojmującym bólu, sile miłości i dobroci. To poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o granicę między normalnością a tym co powszechnie uważane jest za nienormalne. Greta jest kobietą sukcesu, wdzięczną za, jak sama mawia,"kapitalistyczne błogosławieństwo dziesięciogodzinnego dnia pracy". Nie angażuje się uczuciowo, odpowiadają jej krótkie, niezobowiązujące związki. Ma pełną kontrolę nad wszystkim co jej dotyczy. Dlaczego zatem nie pamięta, i nie chce pamiętać, co sprawiło, że uciekła od poprzedniego życia?

 Czytałam do rana.Z żalem zamknęłam książkę.I wciąż nie mogłam zasnąc.Książka o samotności.Samotności z wyboru a więc wydawałoby się nie tak ciężkiej.Czy to,że dokonujemy jakiegoś wyboru,zawsze musi oznaczac,że tego pragniemy?
Greta tylko na pozór jest szczęśliwa.Kobieta sukcesu,niezależna,twardo stąpająca po ziemi.Do jej serca wkrada się tęsknota.Dzień po dniu.Odgania ją postanowieniami nieangażowania się w nic.W trosce o własne dobro oczywiście...

Bardzo poruszająca jest "postac"Euzebiusza.Wraz z jego pojawieniem się zapala się dla Grety światełko w tunelu.Pojawia się ktoś,o kogo trzeba ale i można dbac,mały chomiczek .Mały samotnik..Kolejny...


"Zostawiam zapaloną lampkę nocną.Wiem,że Euzebiusz jej nie potrzebuję,ale ja będę czuła się lepiej,wiedząc,że czuwa nad nim" *

 Zdecydowanie polecam.

 

*Edyta Szałek,Sen zielonych powiek,Replika,2007,str.102

piątek, 17 kwietnia 2009

Welcome to the world Kubusiu:)))

Urodził się dziś w Polandii mały Izo i Mariuszowy Kubuś:)))))))))Popłakałam się po odczytaniu smsa...Jestem pewna,że twardziel Mariusz też  sie popłakał.

Bądźcie zawsze szczęsliwi i pełni miłości:)

Taka radośc mnie przepełnia,że nie mogę sobie znaleźc miejsca:)))))

środa, 15 kwietnia 2009

 

 

1861 rok, włoskie miasteczko Grottole. Bogaty gospodarz Francesco Falcone otrzymuje dwie wiadomości - dobrą i złą. Pierwsza dotyczy narodzin syna. Druga - utraty zapasów: krzyki jego rodzącej żony sprawiły, że popękały dzbany z oliwą. Czy to zwykły przypadek? Wydaje się, że nad rodziną ciąży klątwa...
Albina, jedna z siedmiu córek don Francesca, nie może poślubić ukochanego barona, dopóki najstarsza z sióstr nie wyjdzie za mąż. Ta jednak ucieka z domu i wiąże się z księdzem, co wywołuje skandal. Zdesperowana Albina decyduje się na małżeństwo z szewcem. Nienawidzi siostry i prowadzi cichą wojnę z mężem, którym gardzi. Jej wnuczka Alba będzie obsesyjnie pragnęła odkupić winy swoich krewnych. Gioia, praprawnuczka Francesca, w latach siedemdziesiątych zaangażowana w działalność radykalnych ruchów lewackich, opuszcza swoją paryską mansardę, by po długoletniej rozłące spotkać się z krewnymi. I opowiada dzieje rodu - historię rodziny, historię kobiet. O skomplikowanych relacjach międzyludzkich, o poszukiwaniu szczęścia, życiowych wyborach, o żartach losu i dziwnych zbiegach okoliczności.

 

Przeczytałam jednym tchem.Sagi rodzinne to to,co lubię najbardziej:)Historia wielu pokoleń kobiet.Od roku 1861 aż do dziś.A jednak nic się nie zmienia.Te same uczucia,te same małe i duże tęsknoty,te same rozterki i niespełnione marzenia.Mnóstwo bohaterów przeróżnego typu.

I książka ma też jedną osobliwośc...nie ma praktycznie dialogów.
Narracja autorki bardzo przypominała mi narrację rosyjskiej pisarki Ludmiły Ulickiej.Wprowadzanie krok po kroku w świat bohaterów,szybko,płynnie,niesamowicie ciekawie.I nawet się nie zorientujemy,kiedy wiemy już o nich wszystko i wędrujęmy razem z nimi przez ich życie.

 

 Matka i córka. Dwie kobiety. Podobne czy inne? Przyjaciółki czy rywalki? Żyjące obok siebie, dla siebie czy też na przekór sobie? Kim jest córka ? wobec siebie, wobec matki i wobec świata? Wokół tych nieuchwytnych relacji toczą się rozważania autorki. Po drugiej stronie stołu to powieść o trudnych sprawach, której akcja toczy się w ciągu jednego wieczora. Jej bohaterka Martyna spędza ten czas na rozmowach z matką. Autorka ukazuje skomplikowane relacje, jakie łączą obie kobiety, ich wzajemne odpychanie się, a zarazem przyciąganie siłą miłości.

 

Czy podobała mi się ta książka?Myślę,że tak.Podobał mi się język autorki,podobał sposób w jaki główna bohaterka Martyna opowiadała o swoich uczuciach. Aczkolwiek zmęczyła mnie ta książka bardzo.Niosła w sobie mnóstwo problemów,mnóstwo bólu,niezrozumienia,samotności również.I te wszystkie bolesne uczucia nie miały końca.Nie odnalazłam w niej nic z siebie i nie przeszkadzało mi to.Czasem tylko drażnił mnie troche ogrom problemów.Beznadzieja i narastająca z każdą stroną pewnośc,że nic się nie zmieni na lepsze,bo jest to fizycznie niemożliwe. Nie jestem naiwna-wiedziałam,że jeśli akcja książki dzieje się podczas jednego wieczoru,o żadnym happy endzie nie może  byc mowy.Życie nie lubi przecież dobrych ani łatwych rozwiązań...

 Książka ta pokazała też coś różniącego od powszechnie panującego przekonania.Dzieci nie zawsze chcą miec w rodzicach tylko przyjaciół czy dobrych kumpli.Chcą miec rodziców,chcą byc wychowywane,chcą miec wzorce,chcą zasad.

wtorek, 14 kwietnia 2009
Śpię,padam na twarz,czy jak to się mawiało kiedyś w naszej emigracyjnej rodzinie(a dawno to było,teraz już nawet takie pojęcie się zatarło)na cycuszki!!Święta w pracy spędziłam.Nie było tak źle.Wspaniale też nie.Uczę się jak przetrwac z Grubym(nowa ksywa nowego szefa,nadana przez Mariusza-wersja lajtowa-są też inne..takie bardziej po polsku...).Lubię generalnie się z nim mijac,a jak mnie zagaduje,to się wypowiadam krótkim wierszem w stylu tak lub nie.Zrozumiałam też już,że jak się czegoś sama nie nauczę,nie dowiem,nie podejrzę,nie wyczytam z jakiegoś odgórnego maila,to nikt mnie nie nauczy.Dlatego codziennie coś odkrywam ale niestety też odkrywam,że wielu rzeczy jeszcze nie wiem.

Nie wiem już czy moje sanki jadą z górki czy pod górkę,czy może  gdzieś tam czai się przepaśc,której z tego miejsca,w którym teraz jestem,jeszcze nie widac.Wiem jednak,że zabawię tu dłużej.Chyba doszłam do ładu ze samą sobą.Przestałam szukac dziury w całym.Nie myślę już:A praca moich marzeń to jest to czy to...Dobrze jest tak jak jest.A może byc jeszcze lepiej.

Tylko snu trochę mało.I jakoś tak zmobilizowac się do niczego nie mogę.Nad książką zasypiam,w trakcie filmu również.Jakkolwiek idiotycznie to brzmi,czasu nie mam nawet ,by sie wybrac do kina;)))))))

Będzie lepiej.Byle do końa tego miesiąca:)))
piątek, 10 kwietnia 2009

 

Kochani,życzę Wam wesołych,zdrowych,prawdziwie polskich(zwłaszcza dla tych,którzy na emigracji) Swiąt Wielkanocnych.Niech będą wiosenne,zielone,pachnące tulipanami....Niech Wam będzie w sercach ciepło i spokojnie:)

czwartek, 09 kwietnia 2009
Podłosc ludzka nie zna granic.Cos co w zamierzeniu miało byc piękne i radosne,zaczyna robic sie pozbawione jakiegokolwiek sensu.Jakby wszystko sprzysiegło się przeciw.Jakby najmniej w tym wszystkim liczyło się to,co najbardziej ważne.A ja zrozumiałam,że głową muru nie przebiję.Źle mi i przykro,targa mną wiele złych emocji ale mam dośc.Może jestem chamska, nie myślę o innych.Może...?Może po prostu zaczęłam w końcu myślec o sobie???!!!!Może raz będzie tak,jak ja chcę,bo to jest moje zycie i moje decyzje!I ja nie życze sobie,by było inaczej!!!!!I może ktoś sie dostosuje do mnie!Dla odmiany!
piątek, 03 kwietnia 2009

Wiosna się zadomowiła na dobre...Oby!Słońce świeci,powietrze pachnie,parki żółto-zielone.A ja ze strachem myślę o nowym trzytygodniowym eksperymencie,jakim będzie 6 dni w pracy.Na wiosnę popatrzę przez okno;)

I zawsze o tej porze roku mocniej tęsknię za Warszawą.Wiosenną Warszawą.Terenami zielonymi przy Wyścigach śłużewieckich,za Polami Mokotowskimi,za Ogrodem Saskim...I za nowalijkami,sprzedawanymi pod Halą Mirowską...

 

Wczorajsza wizyta w Safari parku dodała nam sporo energii,mam nadzieję,że wystarczy na długo.A potrzebna jest...Tyle rzeczy wciąż trzeba zrobic...