PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
piątek, 27 marca 2009

Czasem mam ochote wystosowac maila.Podac kilka szczegolow ( szczegoly zawsze sa najciekawsze!) z niedawnej przeszlosci.Dlaczego?Bo nie moge juz zniesc mysli,ze ktos zyje w takim upodleniu i klamstwie.Chcialoby sie wrzeszczec:Gdzies postradala wszystkie zmysly i instynkty samozachowawcze??I o czym ta cala historia,bo przeciez prawdziwa nie jest!Wszyscy ubarwiamy ale trzymajmy sie faktow.Pewnie,ze pieknie jest miec wspaniala rodzine,ale czy jak Pawlak z Kargulem wypastowali zwykla swinie to czy stala sie ona odyncem?????!!!! Z tym,ze oni o tym  wiedzieli...

Ale..nikt mi nie uwierzy,bo moja osoba na pewno juz zostala "ocharakteryzowana". I to mnie doprowadza do szalu.I jeszcze ta szeroko usmiechnieta geba,niewinna i pelna spokoju i dobra dla ludzkosci.A w rzeczywistosci podla.

 

Koniec.Juz sie nie goraczkuje.Nie moje to przeciez zycie.DZIEKI BOGU!

 

Kira śpiąca     

 

                        

 Kira się czemuś dziwiąca

 

Kira się przytulająca

 

 

Kira się denerwująca

 

 Kira Szkocję zwiedzająca

       

 

Kira z profilu pozująca             

 

3,5 kg szczęścia:))))

Nadeszła pora wizyty u kociego doktora.Cel:coroczna egzaminacja Pluszowego.Pięknie wypadła jak zwykle:)"Zaszczyk" zniosła dzielniawo:)Wszystko w porządku,uszy zdrowe,robactwa żadnego nie odnotowano i pani pochwaliła za utrzymywanie prawidłowej wagi.Niestety coś się stało z zębami,bo trochę "poleciały".I Kirosinka dostała pastę kotową zębową.Teraz szczęśliwa śpi i pewnie śni o edynburskich ulicach,które dziś zwiedziła:)

 

poniedziałek, 23 marca 2009

8... :)))

 

 


środa, 18 marca 2009

Wiosna zawitała do Edin.Dzisiaj poczułam to...coś takiego w powietrzu...coś innego,pozytywnego.Intensywny zapach roślinności wszelakiej i wilgotnej ziemii.I park usiany żonkilami.Na piechotę dzisiaj przemierzałyśmy nasze piękne miasto.Już od dawna nigdzie nie wybierałyśmy  się bez samochodu...Aż do dziś.Powód był przyziemny-uniknąc płacenia za parking w centrum;)Ale spacer był wspaniały.I już dawno nie widziałam tego momentu,kiedy zmierzch zapada na ulicach i światła samochodów zaczynają świecic intensywnie...

Intensywny to był dzień...Ale pozytywnie:)

niedziela, 15 marca 2009

Zastanawia mnie często pewien problem,poruszany na forach emigracyjnych.Ludzie pytają-zwłaszcza młode matki,w jakim języku rozmawiac z dzieckiem.Chodzi oczywiście o polskie dzieci,mające rodziców Polaków.

Nie ukrywam,że zdanie na ten temat mam jasno sprecyzowane i tego typu pytania podnoszą mi ciśnienie.Osobiście nie wyobrażam sobie,żebym do swojego dziecka mówiła w języku angielskim.Nieważne jak długo mieszkam w tym kraju i jak biegły jest mój angielski,będzie on zawsze moim drugim językiem.Chciałabym swemu dziecku pokazac i opisac świat słowami w języku mi najbliższym,pierwszym-w moim języku.

Kiedy dziecko idzie do szkoły i przedszkola,uczy się angielskiego.Dzieci są zdolne.poradzą sobie.A dom-to miejsce,które powinno się kojarzyc z językiem polskim.To co na zewnątrz,spotkania z ludźmi,nie mówiącymi po polsku to sfera języka angielskiego czy innego-w zależności od kraju zamieszkania.I nie ma tu  żadnej alienacji,żadnego izolowania sie od lokalnej społeczności-co sobie często ludzie na forach zarzucają.Zwłaszcza ci,którzy polski "zapomnieli"a angielskiego się jeszcze nie nauczyli...Więcej z tego szkody niz pożytku.

Kiedy czytam pytania:Jak mam się zwracac do niemowlaka,ogarniaja mnie naprawde różne uczucia...A jak ci serce podpowiada??A jak ci rozum podpowiada??

Mamy znajomych,którzy mają czteroletniego syna.Mama Angielka,ojciec Włoch.Mały od dziecka mówi w obu językach.Biegle.Z mamą rozmawia po angielsku a z ojcem po włosku.I to jest dla mnie naprawdę naturalne...

Poza tym dziecko dwujęzyczne w przyszłości jest bogatsze o znajomośc języka i umiejętnośc odnalezienia sie w obu kulturach.


Ale każdy ma przecież prawo do decydowania o sobie.I swoich dzieciach.

sobota, 14 marca 2009

Nie jestem w stanie utrzymywac żadnych relacji z człowiekiem, ktory tak bardzo różni się ode mnie.Zwłaszcza,że łączy nas wspólna przeszłośc,bycie dla siebie ważnymi osobami,bycie w pewien sposób rodziną.Dziś już wiem,że nic z tego nie wyjdzie.Za późno.O jedną chwilę za długo,o jeden moment za późno...Nie mam pretensji,nie czuję nawet złości.Czy czuję żal?Tak,myslę,że tak.Żal do życia.Smutek.

Czy mam wyrzuty sumienia?Zawsze je będę miec...Będę myślec,że może było coś,co mogłam zrobic.Wiem,że zawsze będę ta winną.Zgadzam się.Nie brałam jednak niczyjej strony.Z tym zarzutem się nie zgadzam.

Do końca starałam się byc obiektywna.Do jednego momentu za daleko.Do momentu,kiedy mogłam stracic najbliższą mi osobę.Do momentu,kiedy nawet kamień otworzyłby swoje serce!Do momentu,kiedy biegłam ulicą co tchu,by zdążyc...

Widocznie zbyt mało nowoczesna jestem by zaakceptowac kogoś nowego po dosłownie kilku dniach.Nie muszę.Nie chcę.Nie życze sobie.Przepraszam,jeśli jest za co!

Tak się to wszystko kończy po ponad 3 latach...Będę wierzyc,że tak musiało byc...

piątek, 13 marca 2009

Yeaaaaaaaaah:)Moja siostra mała-dla mnie zawsze będzie małą siostrą została dziś inżynierem!!I jestem z niej bardzo dumna.Gratuluję:)))

Kiedy ja broniłam pracę magisterską byłaś ze mną,czekałaś z innymi przed salą,kibicowałaś,wspierałaś.Przepraszam,że mnie dziś nie było z Tobą...Byłam myślami,zawsze jestem i zawsze będę:)

czwartek, 12 marca 2009

Jessamy Harrison - mieszkająca w Londynie córka Anglika i Nigeryjki - to niezwykle wrażliwa ośmiolatka. Pisze haiku, czyta Szekspira, woli chwile samotności niż spotkania z rówieśnikami. Szkolne koleżanki obawiają się jej niespodziewanych ataków krzyku. Aby wyleczyć córkę z histerycznych zmian nastroju, rodzice zabierają ją w podróż do Nigerii, gdzie poznaje krewnych matki. Tam spotyka również tajemniczą Tilly Tilly, która wie o Jess wszystko i jest niewidoczna dla innych. *

 

 

Świat widziany oczyma dziecka.Dziecka żyjącego w rozdarciu pomiędzy dwiema kulturami,rasami.Jak mało w nim poczucia bezpieczeństwa a jak wiele samotności,niezrozumienia i świadomości,że nie można na nikogo liczyc.Do samotnego świata Jessamy wkrada się ktoś,kto z pozoru jest przyjacielem.Okazuje się jednak byc kimś innym,kimś bardziej przerażającym.

 Książka, moim zdaniem, dobra.Udało się autorce bardzo szczegółowo ukazac świat małej samotnej dziewczynki-jej lęki,uczucia,skrajne emocje.Ale....obok świata Jessamy, autorka pokazała również świat dorosłych,którym tak bardzo daleko do tego pierwszego i którzy nie umieją pomóc sobie nawzajem.Nie potrafią tez pomóc Jess.

I właśnie-skoro już  jestesmy przy rodzicach i innych dorosłych,to czytając zastanawiałam się wciąż,jacy oni są,kim są,dlaczego tacy są.Dlaczego ich zachowania były prawie zawsze nieprzewidywalne,niewytłumaczalne,absurdalne.Zabrakło czegoś ,co pozwoliłoby dac im możliwośc obrony,prawo głosu,wytłumaczyc .

I jeszcze jedno-może gdyby Jess znała oprócz angielskiego również język swojej matki czułaby się pewniej.Przecież,tak jak mówiła w rozmowie z psychologiem,matka bardzo chciała postrzegac ją jako Nigeryjkę.Może zatem nie ucząc córki swojego języka,zamknęła przed nią pewien świat.To tylko moja opinia:)

 

* z okładki

poniedziałek, 09 marca 2009

Wczoraj była urodzinowa kolacja Mimi.Urodziny 22.Wcześniej dogadałyśmy sie z panami restauratorami,przyniosłyśmy tort,zamówiłyśmy stolik na 7 wieczorem i kiedy już zjedliśmy,dostaliśmy deserowe menu.Ja z zacięciem je studiowałam i dyskutowałam nawet ze wszystkimi,co zamierzam zamówic.Ale  nagle zgasło światło,popłynęło Happy Birthday i panowie wnieśli tort.Mimi była przekonana,że to dla kogoś za nami i rozglądała się wokoło tak,że nawet nie zauważyła,że tort stoi przed nią:)Wesoło było.I tak ciepło:)

A potem jeszcze w mieszkaniu Mimi,okazało się,że nie ma korkociągu no i otwieraliśmy wino.... śrubokrętem:)

 
1 , 2