PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
czwartek, 31 grudnia 2009

Rok 2009..Jaki był..wciąż jest...

Taki trochę spełniony.Kilka rzeczy się udało.Ta jedna najważniejsza,która była powodem do spotkania w maju.Bylismy wszyscy razem na kilka dni,w jednym miejscu.To jak mały cud:)Dziękujemy Wam kochani,za Waszą pomoc i obecność:)

Samotny...

Znowu trzeba było powiedzieć do widzenia,znowu parę osób zniknęło z naszego najbliższego otoczenia.Rok w pracy rozpoczał się wielkimi zmianami a potem przyzwyczajaniem się do nowych osób.Czegoś mnie to nauczyło,coś odebrało.Powzięłam wiele postanowień natury "emocjonalnej".To wszystko pokazało mi ,że jestem silna,że sobie radzę,że mogę a wręcz powinnam liczyć tylko na siebie.

Nie,nie znaczy to,że nie mam wokół siebie dobrych ludzi.Mam.I są to ludzie,którzy liczą na mnie.Dlatego tak ciężko.To teraz ja nie mam nikogo.Nikogo,kto pomoże mnie.

Zakończył coś...

Skończyło się coś, co nas tu wszystkie przywiodło.Rozdzieliło i odsunęło.Czasem chyba trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć stop.Czasem żal jest zbyt duży a wspomnienia zbyt przykre,żeby móc utrzymywać kontakt.I kiedy dochodzi niezrozumienie i brak obiektywizmu  łatwiej zakończyć znajomość niż męczyć się.Wszystko wokół przypomina o wspólnym zyciu,człowiek  tęskni i wspomina ale to chyba była jedyna droga.Myślę o tym każdego dnia.Do końca starałam się byc obiektywna ,po to tylko by usłyszeć jak bardzo zła i niesprawiedliwa byłam...Czy kiedyś nadejdzie dzień w którym zniknie żal i czas zaleczy niezrozumienie?..

Zdrowszy...

W tym roku udało mi się również popracować nad własnym ciałem.Schudłam i to sporo.I odżywiam się racjonalnie.I dobrze mi z tym.Lekko i radośnie.I Kirosię odchudziłam.Tak troszeczkę:)

Cichy...

Mało rozmów.Mało ludzkiej obecności.Takiej bliskiej,ciepłej.Ale ona boli, kiedy się kończy.Czasem zatem chyba lepiej stworzyć sobie skorupę jeża.Boli mniej...Dlatego jakoś mało ludzi wokół mnie ostatnio.

Książkowy...

Dużo książek przeczytanych,filmów obejrzanych.Dużo książek zakupionych przez internet,przywiezionych z Polski.I wciąż za mało czasu na to wszystko.

 

Na ten nadchodzący będę sobie życzyć radości.Takiej płynącej z każdego dobrze przeżytego dnia.Umięjętności radowania się z każdej najmniejszej chwili i optymizmu…

 

Aha..i będę wierzyć w marzenia.One podobno się spełniają.Szkoda tylko, że moje marzenia zależą od innych.A to już nie jest takie łatwe.

 

Życzę Wam kochani Blogowicze i Odwiedzający dużo spokoju-wewnętrznego,dającego radość i poczucie bezpieczeństwa. I życzę Wam miłości, tej jedynej, prawdziwej- takiej, która jest lekiem na całe zło...:)

wtorek, 29 grudnia 2009

Dom na Kresach to historia powrotu.Powrotu po latach,po prawie 60 latach.Zofia,polska emigrantka,poetka mieszkająca w Wielkiej Brytanii i jej przyjaciel,pisarz Philip po latach przyjeżdżają na dzisiejszą Białoruś,do miejsca,które Zofia,jako młoda dziewczyna, musiała opuścić w roku 1939.

Piękna,poruszająca historia.Prawdziwa,bo pisana wspomnieniami Zofii i oparta na pamiętnikach jej matki Heleny.Widzimy życie dawnej Polski,codzienność,zawieruchy wojny.Miłość,rozłąka,śmierć-wszystko to przewija się na kartach tej powieści.

Czasem tylko miałam wrażenie,jakby niektóre rzeczy zostały pominięte.Niektóre wydarzenia były zbyt proste,zbyt szybko się toczyły-zupełnie jakby coś zostało ominięte,przeskoczone,jakby było zbyt proste...A może rolę odegrał tu również fakt,że autor mimo swojej miłości do Wscodu i wszystkiego co słowiańskie,jest jednak "człowiekiem Zachodu" .A może się po prostu czepiam?;)

W każdym razie przeczytałam tę książkę jednym tchem i teraz będę szukać innych o podobnej tematyce.

sobota, 26 grudnia 2009

Było biało i magicznie.Wyjątkowo,bez pośpiechu,bez nerwowego zamieszania,że nie zdąży się z Wigilią.Był czas na wszystko.Na telefony do Polski,na chwilę dla siebie.Mieliśmy 2 dni,przy stole,na rozmowie,w kościele,na spacerze.I Mikołaj nie zawiódł:)

No może tylko Kircia trochę się przeraziła,bo od wujostwa dostała obróżkę a potem był już atak paniki i histerii:/I wczoraj telefon na emergency,bo mała pluszowa dziewczynka czuła się źle-ciepły nos,chowanie się po kątach.Dzisiaj jest już ok,ale po świętach idziemy do veta.

 

 

 

 

środa, 23 grudnia 2009

 

Niech się Wam spełnią wszystkie nadzieje,niech chociaż na chwilę zagości w Was ciepło i fala maleńkiego zachwytu,takiego jak w dzieciństwie...Niech wokół Was,przy Was będą w te Święta ludzie,których kochacie-to najważniejesze..bez tego nie sposób żyć.

Niech będzie pięknie i magicznie.Niech się spełni mały cud...

 

 

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Dziś po raz pierwszy  w tym kraju śnieg skrzypiał pod moimi butami.Ten charakterystyczny dźwięk sprawił,że się uśmiechnęłam.Po raz pierwszy poczułam,że przydałoby  się cieplejsze obuwie.Z zafascynowaniem patrzyłam na płatki śniegu wirujące w świetle latarni a ludzie chowający się na przystanku autobusowym patrzyli na mnie dziwnie;) Po raz pierwszy w tym kraju trzeba było odsnieżać samochód,który wyglądał jak bałwanek i tupać mocno,by stopy nie zamarzły.

Tak cieszy mnie ten tutejszy śnieg.I minusowe temperatury.Czekałam na to 4 lata-na coś w rodzaju zimy.To wciąż więcej niż nic.I pozwala mi bardziej czuć magię świąt.

sobota, 19 grudnia 2009

Znowu jestem zaziębiona.Obolała.Zasypiam zawsze,wszędzie i o każdej porze.Na filmie,podczas czytania książki,w wannie nawet udało mi się ostatnio:/

W pracy prezenty rozdane.Usłyszałam Dziękuję i słowa,że ten rok dzięki mojej pomocy był lżejszy.Kartka z życzeniami,które translator google przetłumaczył Szczesliwe Boze Narodzenie,poruszyła mnie chyba  najbardziej i nawet oczy się trochę "zaświeciły".A Gruby nie posiadał się ze szczęścia.Miłe.Czasem nawet w pracy bywa miło.

Święta pełną parą.Christas Carol wprawiła w nastrój świąteczny,choć nie rozumiem dlaczego ten film jest dla dzieci,bo momentami bywa strasznoooo;)Choinka ubrana.Tego akurat trochę żałuję,że już,że tak wcześnie,ale później nie byłoby kiedy.Śledzie już przygotowane.Zakupy zrobione.W ogródku leży trochę śniegu.Ciekawe na jak długo...

Końcówka roku przyniosła niespodziankę-można zaliczyć ją więc do jakoś tam zrealizowanych postanowień tego roku!Tym niemniej it changes everything!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 16 grudnia 2009

 

 

Płakałam nad tą książką.Często teraz do niej wracam myślami.Nie będę ukrywać,że głównie ze strachem.To chyba reakcja większości czytelników.


Najbardziej osobisty pamiętnik choroby i tym bardziej mocny,że to nie fikcja literacka.

Choroba atakuje znienacka.Nie pyta o zdanie,pozwolenie.Zabiera sny i marzenia.Człowiek nie ma nic do powiedzenia.

czwartek, 10 grudnia 2009

Planuję wigilijne menu.Tym razem z poważnym postanowieniem:tylko symboliczne ilości!Bo tylko dla 4 osób w tym roku.Wspominam domowe potrawy,Wigilie z dzieciństwa.Każdemu w tym roku wyślę kawałek opłatka wraz z życzeniami świątecznymi.

W pracy mam wolną Wigilię.Spędzę ją w kuchni.I naprawdę nie mam nic przeciwko.Nie traktuję przygotowań jak dopustu Bożego,nie narzekam.Mnie się to podoba.Przygotowywanie,gotowanie,smażenie,lepienie sprawia mi przyjemność.

Bedzie nas tylko czworo.Podzielimy się opłatkiem.Złożymy sobie życzenia.Te najpiękniejsze,płynące prosto z serca...Może się spełnią...Oby jak najszybciej.Tak,żebyśmy i za rok mogli być wciąż razem...

Przeczytamy fragmenty z Biblii.Pomodlimy się.A o północy pójdziemy na Pasterkę.

Nie tak,jak w zeszłym roku-było za dużo osób i zarządzenie,żeby nie robić tłoku i zamieszania podczas życzeń,łamania się opłatkiem...

Potrzeba mi tego w tym roku.Coś się zmieniło.Inaczej czekam na te święta.Bardziej tradycyjnie.Mniej komercyjnie.Staram się do siebie zaprosić spokój i radość.Wyciszyć się i ...mam nadzieję,że może wtedy coś usłyszę...Coś co wyciszy zamęt i niepokój w mojej głowie.Uspokoi i da na chwilę odsapnąć i odetchnąć.

czwartek, 03 grudnia 2009

Snu...

Siły...

Energii...


Dni bez bólu głowy...

Bez worów pod oczami...

Bez czekania na coś,co się chyba nie wydarzy!...

 

Co ta zima ze mną robi???:((((