PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
środa, 31 grudnia 2008
Zycze Wam Kochani duzo usmiechu i wiary w to,ze wszystko sie ulozy,ze zawsze-nawet w najtrudniejszych momentach  jest swiatelko w tunelu.Wierze,ze jest....

Czas na podsumowanie odchodzacego roku...Pewnie wystarczyloby jedno slowo-jakies nieladne tym razem.Jak na razie najgorszy,niespokojny,powiedzialabym wrecz pechowy.Dla nas i naszych bliskich.

Rok temu pisalam" I mam nadzieje,ze za rok o tej porze bede mogla napisac,ze wszystko sie spelnilo,udalo,rozwiazalo,ze nic nie zmartwilo,nie rozczarowalo,nie nie zranilo,ze nie bylo lez,zlosci,zalu,smutku i ani w naszym zyciu ani tym bardziej w zyciu najwazniejszych nam osob..." -teraz to czytam i nie wiem czy smiac sie czy plakac...Byly lzy-duzo lez,duzo smutku i zalu.Ten rok byl rokiem lez,dla nas i wielu osob dookola.I konczy sie  bez zadnego rozwiazania.A to znaczy,ze nowy 2009 bedzie taki sam-przynajmniej na poczatku,bo przerzucimy do niego ten wor zlych emocji...

Zaczal sie 2008 pechowo.Poczatek roku byl niespokojny z apogeum w marcu,takim,ktore nadszarpalo zdrowie wielu osobom.Ale bylo tez wazne wydarzenie wiosna-piekne i cieple-wizyta Moni i Impiego.I nasze lazikowanie po Edi,wyprawa do Newcastle.I podrozowalysmy duzo po tym pieknym kraju,slynny Tour de Scotland w maju i pozniej wycieczki jesienia,kiedy Ewa u nas byla.

Wakacje w Kijowie w lipcu,ktore mimo obaw na poczatku,teraz mile wspominam.I duzo pracy ogolnie-taki meczacy ten rok...I dla K.rowniez.Wiele zmian i niepewnosc.Troche rozstan z ludzmi,mowienia do widzenia,i to najwazniejsze w pazdzierniku,z ktorym do dzis tak mi zle...

A z postanowien na rok,ktory minal...Mieszkania nie udalo sie kupic.Wszystko to sponsorowala recesja...Nad soba popracowac troche by sie dalo,ale okolicznosci nie sprzyjaly.Choc mysle,ze ten rok i tak  zmienil nas wszystkich...Pracy nowej nie znalazlam,troche sie wspielam po drabince i dobrze mi z tym poki co:)Na razie...

Jaki bedzie ten 2009? Niech bedzie spokojny...Prosze...Niech bedzie nawet nudny,byle nie taki jak ten,ktory dzis sie konczy.Ale juz wiem,ze nudny nie bedzie-tym razem w pozytywnym znaczeniu tego slowa.Szykuje sie intensywny weekend majowy;)Are you ready Monia?;)

A potem mam nadzieje,ze Muu pamieta o wizytacji w wakacje:)???

                                                            <<<<<<<<<>>>>>>>>>>>

A dzis po pracy male swietowanie.W zupelnie innym gronie niz rok temu...Bo tego grona juz nie ma...I to bardzo boli...

sobota, 27 grudnia 2008

 

 

"Polska to choroba przyjemna, na którą tak wzniośle się cierpi. Mile jest kochać Polskę z daleka, wiedzieć, że ona-tam-jest, taka piękna i pełna ideałów.

Na emigracji z Polską się cacka, pieści się ją i poleruje na błysk. Stawia się ją na kominku i wzdycha.
W Polsce Polskę się depce i wygraża się na nią pięściami".
Za namową Kuby, fotografa polskiego pochodzenia, dwudziestokilkuletnia Ewa wyjeżdża za granicę. Chce ułożyć sobie życie na nowo, zrobić karierę, zarobić na dom z ogródkiem i na psa rasy golden retriever. Chce udowodnić matce, że potrafi. Ostrzegali ją, że będzie myć gary. Oskarżali ją o zdradę i egoizm, o rzucanie ziemi skąd nasz ród. Ale Ewa zawsze była uparta. Wierzyła, że sobie poradzi. Nie wiedziała, że niebezpiecznie jest wychodzić z domu. Że jeśli człowiek zrobi pierwszy krok poza próg, już nigdy nie wróci taki sam. 

Te ksiazke kupilam dokladnie rok temu podczas pobytu w Polsce.Dlugo lezala,czekajac.Przeczytalam dzis.Jedna z recenzji na merlinie bardzo slusznie stwierdza,ze ksiazka przeszla niezauwazona,a na duza uwage zasluguje.Dotyka bowiem czegos waznego dla wielu ludzi dzis.

Najbardziej spodobala mi sie trafnosc niektorych opinii na temat Polski,na temat tesknoty emigranta,porownywania,dola emigracyjnego.Takie czasem proste,a taka prawdziwe i szczere az do bolu i nawet wstydu..To,co wiekszosc emigrantow czuje,nie potrafiac ubrac w slowa-autorka wypowiedziala to dosadnie,prawdziwie.Rzeczy odpowiednio nazwane po imieniu.

"(...)Mozesz wyjechac za granice.Zaczniesz widziec,sluchac,czuc inaczej,wyciagac nowe wnioski.Potem sprobujesz wrocic,ale to niemozliwe,bo tego,ktory wyjechal,juz nie ma,tamtgo miejsca tez juz nie ma,ani czasu.Wszystko bedzie inne,obce.Jesli raz wyjdziesz za prog,bedziesz musial juz isc."

Skonczyl sie magiczny okres swiat.Pora wracac do rzeczywistosci.Duza miedzynarodowa Wigilia mnie przerosla.Moze ze stresu,moze z teskoty,moze z wyobrazen o takiej pieknej,perfekcyjnej Wigilii...

Bylo milo i wesolo,ale zabraklo atmosfery.Nie,nie czepiam sie,nie wymyslam,nie narzekam na sile.Zabralo czegos malego,czegos co trzeba czuc..Czekalam na to.Ale nie przyszlo...I l dlatego przestalam sie starac,obrazilam sie na swiat...

Jedzenie w pospiechu,nie bylo dzielenia sie oplatkiem.Nawet nie pamietam,kto zarzadzil,ze to bez sensu,bo nas za duzo i za dlugo to potrwa.Koledy z youtube-tylko na poczatku,bo potem kazdy juz puszczal muzyke,jaka chcial.Prezenty rozdane szybko i zapadajaca czasem cisza.

Kolejne dni minely szybko,w gosciach i na wyprzedazowych zakupach,z ktorych "wynioslam"pare ksiazek i filmow.I juz sie swieta skonczyly...

                                             <<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>

A wczoraj odszedl maly Stuart...Smierc jest straszna,kazda smierc,nawet taka najmniejsza,chomikowa.Widzialam ja po raz pierwszy,blisko,bezposrednio.Widzialam, kiedy maly zwierzak lapal powietrze,po raz ostatni,zachlannie i jak niespokojnie poruszal sie a potem przestal,na zawsze...Byl z nami 2,5 roku. Skrobal w kratki,przezyl wypadek z pulapka,dokonal zniszczen na naszej garderobie,dla Kironi byl zrodlem wszelkich odcieni uczuc:)

wtorek, 23 grudnia 2008

Kochani,duzo ciepla i spokoju wewnetrznego Wam zycze na ten piekny czas...Aby Was nie opuszczaly usmiech i nadzieja...I poczucie,ze wszystko jest tak jak trzeba,na swoim miejscu...

Kochanej Malej Muu-duzo radosci i milosci...Niech to bedzie dla Ciebie czas magiczny,piekny,zaczarowany...pelen radosnego kolatania serca...

Fancie i Brygadzie LŁ;)-jak najwiecej smiechu i usmiechu i samych pysznosci na stole.

Krasavitzy i jej chlopakom-cieplych,rodzinnych Swiat-i byscie czuli Polske,mimo,ze tak daleko od niej.

Zolzie i Sol -duzo swiatecznej magii i dobrego humoru.

I wszystkim,ktorzy tutaj zagladaja-wszystkiego co najpiekniejsze zycze na te swieta...

 

 

 

piątek, 19 grudnia 2008

Czy tez jak mawial moj nauczyciel geografii w liceum(no coz poradzic-mial chlopczyna taki akcent):Czasem i zimo wiejo wiatry:)

Wieje dzis tak,ze zaczynam sie bac wyjsc z domu...Smietnik jezdzi po calej ulicy a ja tylko wygladam,czy za chwile nie przymaluje w samochod:/Najgorsze jest to zawodzenie:zlowieszcze,upiorne i nawet Kira jakos tak stara sie byc blizej mnie.Nie zeby snieg!!!....

wtorek, 16 grudnia 2008

Zapomnialam sie pochwalic(a to w sumie rzecz istotna),ze w zeszlym tygodniu w ramach swietowania dnia wolnego poszlysmy na swiateczny market.Co roku przed swietami w Edin,pod zamkiem jest wielki market.Taki troche odpustowy,z budkami,z produktami z calego swiata.Przeroznymi:ubraniami,figurkami,slodyczami.W tym tez zjesc cos mozna,napic sie grzanego wina,zjesc jakas potrawe nietutejsza.My sobie zjadlysmy niemiecka potrawe kartoflowo-stekowa.I grzancem popilysmy:)

Ale nie  o tym chcialam...Otoz jest tez lodowisko,karuzele i wielkie kolo...Wielkie wielgachne...I w tym roku z jakiejs przyczyny naszla mnie ochota udowodnienia sobie i innym,ze przemoge sie.I wsiadlam na to kolo.Po raz pierwszy w moim 27letnim zyciu podeszlam blizej i zupelnie blisko czegos,co sie zwie karuzela.I strach przemoglam.Chociaz nogi jak z waty.I udalo sie...Chce jeszcze na wielkie kolo,z ktorego widac caly Edi:))

A potem jeszcze byl lajcik w postaci przejazdzki na karuzeli konikowej:)

 

To widok z kola,z najwyzszego punktu

 

 

A to kolo w wersji mniej strasznej na odleglosc

 

niedziela, 14 grudnia 2008

 

Odkrylam dla siebie te pisarke stosunkowo niedawno.Ma niesamowity dar ukazywania najwazniejszych,najbardziej bolesnych spraw i aspektow zycia ludzkiego w najprostszy a zarazem najbardziej zrozumialy sposob. Troche jak basn,ciepla ale i straszna momentami.Troche jak reportaz,ktory ukazuje ludzki bol i patologie.

Dom Augusty-historia kliku kobiet,ktore lacza wiezy krwi.Ale laczy tez cos,co nie powinno-bez czego bylyby w stanie znalezc chociazby cos na ksztalt szczescia.Jest to jak dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie-niemoznosc kochania,emocjonalne kalectwo.Powtarzanie wzorcow,wyniesionych z pelnego bolu dziecinstwa.

Droga do piekla- historia, zdawaloby sie, kobiety sukcesu,pracownika ambasady.Historia piekla przez jakie przeszla na Filipinach podczas wybuchu wulkanu i tego piekla wewnetrznego,z jakim zyje od lat.

W przypadku ksiazek Axelsson trudno wybrac te lepsza,najlepsza,slabsza. W kazdej mozemy odnalezc kawalek swojego wlasnego piekla...

sobota, 13 grudnia 2008

 

Fatal error's family in the future?;)

Jak juz pisalam:choinka jest,btw.znowu samo slowo choinka bedzie dla Slowaczek powodem do smiechu;)Prezenty leza zapakowane.Nie pod choinka co prawda ale wysoko,tam gdzie Kironi wzrok nie siega.Gdybysmy polozyly je pod choinka,pewnie po kilku godzinach rozszarpalaby papier swoimi draputami:)Kartki do wypisania na jutro-na razie tylko w ramach udowodnienia sobie,ze blizej jak dalej ku zalatwieniu wszystkiego,napisalam adresy na kopertach:)

Menu przygotowane,aczkolwiek martwie sie,ze ono takie polskie wigilijne tradycyjne i nie wiem czy inne internacjonalne podniebienia zasmakuja w sledziu,kapuscie i pierogach... A innych pomyslow nie mam.Dan chyba bedzie 12-jesli dolicze chleb i kompot:)Moje postanowienie ulepienia pierogow odeszlo w niepamiec.Wyszlo na to,ze tylko na pierwsza Wigilie tutaj przygotowalam wlasnorecznie cala miche z grzybow mamusinych,wiezionych w walizce:)

Kwiatki na oknie zakwitly,i to wcale nie gwiazdy betlejemskie.

Czy  ja czuje te swieta?Chyba zaczynam...

 
1 , 2