PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
sobota, 29 grudnia 2007
W Edynburgu ruszylo zakupowe szalenstwo.Zawsze dzieje sie tak 26 grudnia.Sklepy sa oblegane,poniewaz wiekszosc cen spada o 50%,tzn.zawsze jest tak,ze zaczyna sie od 50% a konczy nawet na 70%...
Nazywa sie to Boxing day-ten day 26 grudnia znaczy sie.Nazwa pochodzi od zwyczaju rozdawania prezentów ubogim i pracownikom ze świątecznego pudełka (Christams Box), w którym bogaci i pracodawcy składali podarki.
Moj byly szef mial na ten temat inna teorie-troche bluzniercza,z elementami profanacji.Twierdzil,ze Jezus prawdopodobnie byl...bokserem....
26 wybralysmy sie na zakupy,ale niestety wszedzie byly takie odstraszajace kolejki,ze dalysmy spokoj.Nasunela mi sie tylko taka refleksja.Naprawde strasznie zal mi facetow w calym tym zamieszaniu...Ogolnie na zakupach.Zawsze lubie ich obserwowac w sklepach,kiedy czekaja na swoje podekscytowane zawartoscia wieszakow partnerki.Ta znudzona,pelna rezygnacji i niemego cierpienia mina-bezcenna:)
Ale jak sobie przypomne nasze z Monia niekonczace sie perygrynacje do wszystkich warszawskich sklepow przed slubem,to musze przyznac,ze Lukasz to znosil naprawde dzielnie.Ani razu nie zauwazylam zniecierpliwienia w jego twarzy.

Wlasnie wszamalam kanapke z mieskiem pieczonym made by Barbara:)mniamciu!Kira nieustannie krazy wokol lodowki.Opanowala juz sztuke drapania w drzwi,bo wie,ze tam jest schowane jej szamando:)W ogole ostatnio dostala jakiegos powera niesamowitego,biega po calym mieszkaniu jak maly odrzutowiec,zarzymuje sie czasem na drzwiach lub scianie,troche pomysli i pedzi dalej.
Siostra ma Ewa spedza poswiateczny czas na youtube...Jutro wracaja Dziewuszki:)Jest Ok.Czyli,jak by to powiedzial Impi,-Zajeboooonzo:)))))


środa, 26 grudnia 2007
Motto na dzis:Nigdy nie oceniaj zachowania innych,dopoki sam nie wiesz jak to jest!!!!!!


"Swieta,swieta i po swietach"...Dzisiaj bylysmy na Christmas party gdzies na koncu Edi u ludzi z K.pracy.To jest cos niesamowitego moc spotykac ludzi z roznych krajow.Towarzystwo doborowe,mieszczace sie w jednym pokoju-Mozambik,Karaiby,Slowacja,Szkocja,Ukraina no i Polska oczywiscie.No i Polakow bylo jak zwykle najwiecej,bo dwoje:)

Jutro przyjezdza moja siostra.Mam nadzieje,ze bigosik sie nie rozleje w walizce:)Pozna Kire,malego Sfinksa,ktory jest malusim pieszczochem i spi u K.na brzuchu albo biega za orzeszkiem laskowym po calym mieszkaniu.Jest wspaniala,wnosi tyle radosci do naszego domu.Czlowiek patrzy na nia i chce sie tylko usmiechac.A jeszcze pare dni temu nie bylam w stanie wyobrazic sobie,ze bedziemy miec kota!


Stol wigilijny



Kotek wkurzony;)




poniedziałek, 24 grudnia 2007
Kochani,
duzo milosci w sercach,zgromadzcie jej jak najwiecej dzisiaj,by moc sie nia dzielic i leczyc kazdy bol przez caly rok...Niech dzis wszystko bedzie magiczne i wyjatkowo radosne...
Wesolych Swiat
Od wczoraj jest nas wiecej.Od wczoraj mamy jedna malutka istotke,ktora swieta spedzi w cieple i milosci.Maly kocurek,czarniutka i slodka-Kira.Wlasnie spi na kanapie...Sprawila,ze te swieta sa magiczne i pelne milosci...Dzis dzwonili Imperatorzy;)...Juz dawno nikt mnie tak wspaniale nie zaskoczyl.Bylo
"Siemma",na razie tylko przez telefon..Czekam,az kiedys bedzie to dzwonek do drzwi...Obiecajcie...I przywieziecie Wasza "ruda torbe",zapoznaja sie z Kira i bedzie kolejna malutka rodzinka;)





Przygotowalam juz wszystko i czekam...Czekam tak jak w zeszlym roku...Ale w tym roku nie ma Ani i Kasi...Mam wrazenie,ze zaraz je zobacze...Zloze zyczenia,podziele sie oplatkiem,opowiem o wszystkim,co dzis sie wydarzylo-tak jak to zawsze bylo podczas naszych poprzednich Swiat na emigracji...
Placze...Slucham Zetki w Internecie i placze...Z tesknoty za czyms utraconym,za Polska,za tymi,ktorzy teraz sa tam,gdzie i ja kiedys bylam,za tym,co bylo i czego nie bylo a mogloby byc...Za wspomnieniami,ktore sa piekne,ale w taki wieczor jak dzisiejszy, bola najbardziej...
niedziela, 23 grudnia 2007
Wczorajszy sms od mojej siostry,ktora jest juz na prowincji:
"(...)Patrze na te choinke i sie ciesze,ze u Was tez bede miala swieta z normalna,sliczna choinka a nie taka miotla!"No tak.Od lat ta sama choinka,bo moj father twierdzi,ze jest najladniejsza...:/

To juz coraz blizej..A ja jeszcze nie mam prezentow:/Jutro przede mna bieganie po sklepach.Jeden prezent nie doszedl,chociaz zaplacilam za super saver delivery:/...!!!I jak tu wierzyc ludziom!!!Ale zamiast tego,ktory nie doszedl,jest prezent awaryjny,wiec Chlopak dostanie 2:)
W tym roku osiagnelam szczyt lenistwa.Nie robie nic.Zero motywacji.Zero ambicji.Wszystko juz jest zakupione w sklepie polskim.Nawet pierogi.Upieke tylko mieso i ugotuje bigos.

Wlasnie czytalam tekst o swietach na Wyspach.Nie czuje ich...Takie prawdziwe swieta i nastroj czuc tylko w sklepach polskich,gdzie jest tloczno i ludzie wykupuja sledzika a w tle plyna koledy...



czwartek, 20 grudnia 2007
Dzisiaj byl dzien zakupowy.Od samego rana,tzn.u nas dzien zaczyna sie od poludnia,jako,ze prowadzimy raczej nocny tryb zycia.
Oczywiscie obowiazkowo bylysmy w Ikei,ale tym razem nie znalazlam tam wszystkiego i zawiodlam sie:(Nie bylo fajnych lampek,bombek takich jak chcialam i w ogole nic.Ale przynajmniej zjadlysmy obiad:)Ja zawsze podkreslam,ze najwazniejsze jest,zeby czlowiek przy okazji zakupow zjadl cos gdzies:)
Wieczorem ubralysmy choinke.Bo juz chyba tylko u nas nie bylo,wszedzie naokolo juz sa.Nawet u Polakow naprzeciwko w bloku:)Jest sliczna,taka w sam raz,nie za mala i nie za duza:)Mamy jeszcze lapki na scianie,juz naprawde czuje swieta.
Przypomnialy mi sie swieta z dziecinstwa.Zawsze ubieralismy choinke w Wigilie rano z moja siostra i tata-mama byla zajeta w kuchni.Oczywiscie co roku bylo to samo zrzedzenie fathera,ze nie mam o tym pojecia,ze wieszam bombki tego samego koloru obok siebie i ze on juz nie moze tego ogladac i wychodzi.Niestety zawsze tak jakos u nas w domu bylo,ze w Wigilie wynikala jakas awantura.Taka stresujaca atmosfera mimo tak pieknego dnia.Pewnie dlatego,ze kazdy mial swoja koncepcje wszystkiego.A kiedy jeszcze zyla moja Babcia,zawsze cala rodzina,kilkanascie osob, zasiadala do kolacji.A teraz juz wielu z cioc i wujkow nie ma wsrod nas:(I Babci tez juz od dawna nie ma.Babcia zreszta zmarla 12 lat temu i akurat na dzien Wigilii przypadl jej pogrzeb...I mnie juz w domu nie ma,bo to juz moje trzecie swieta na emigracji.
I pamietam,ze kiedys byla tez taka Wigilia,kiedy juz zasiedlismy po podzieleniu sie oplatkiem i przyjechali niezapowiedziani goscie,7 osob-siostra mojego taty,moja ulubiona ciocia.Pamietam,ze to bylo takie piekne,niespodziewane,i moj tata sie wtedy prawie poplakal.
Zawsze marze o tym,ze moze kiedys i do nas ktos zawita wraz z pierwsza gwiazdka,niespodzianie,stanie w drzwiach,usmiechnie sie i powie:Siemma:)...

Ale wracajac do nadchodzacej Gwiazdki.Dziewczyny dzis polecialy do Polski.Odwiozlysmy je na lotnisko.Przez cala droge spiewalysmy z Ania wszystkie koledy jakie znamy.No ale juz na "Lulajze Jezuniu" nie porwalysmy sie:)...Smutno mi sie strasznie zrobilo na lotnisku.Zrozumialam,ze ich naprawde nie bedzie w swieta z nami tutaj...Ale obiecalysmy sobie,ze zrobimy sobie drugie swieta 6 stycznia.Pozostaje tylko czekac...
wtorek, 18 grudnia 2007
Bylam na Christmas party pracowym z poprzedniej pracy.Mile,ze ludzie jeszcze o mnie pamietaja.I bylo milo i wesolo,czasem az za wesolo ale czegoz chciec jesli Katarzyna byla tam rowniez;)
I tak ogolnie w ktoryms momencie doszlysmy obie do wniosku,ze nie ma to jak byc na jakiejkolwiek imprezie bez osoby towarzyszacej:)No wiem,wiem-to wyznanie moze sie nie spodobac:)
Wywrzeszczalam sie za wszystkie czasy,poznalam pare nowych osob i teraz czuje,ze dostalam wielkiego,poteznego powera!!Pewnie dlatego,ze mi sie stare dobre czasy sprzed 2 lat przypomnialy,i te wszystkie crazy ludki:)

                           <<<<<<<<<<>>>>>>>>>>
Dziewczyny jutro wylatuja do Polandii.Swinior zostaje znami,w rodzinie zastepczej.To beda nasze pierwsze Swieta na emigracji bez nich.Mysle,ze to jeszcze do mnie nie dotarlo.Dotrze w Wigilie,kiedy nie bede mogla zadzwonic i pozrzedzic,ze nic mi sie nie chce i nic nie wychodzi,ze pewnie za malo wszystkiego przygotowalam,zapytac,o ktorej mam przyjsc itd...Dotrze,kiedy za malo nakryc na stole bedzie i wtedy juz wiem co bedzie:(

Dzis jest Miedzynarodowy Dzien Emigrantow...No,czyli to takze moje swieto.I czekala na mnie w poczcie kartka od Moni:)
Monia-my jestesmy,blisko,naprawde,bardzo blisko-caly czas,w kazdej chwili.Czujesz to,prawda?



sobota, 15 grudnia 2007
W Warszawie na lotnisku przed samym odlotem kupilam Charaktery.Pamietam te gazete jeszcze z czasow studenckich.Lubilam ja czytac.Teraz powrocil zapal i radosc,czerpana z lektury.
Znalazlam bardzo duzo ciekawych tekstow.O bliskosci i konfliktach miedzy rodzenstwem(o ironio,czemu akurat teraz!),i tekst o emigracji...Poruszajacy i strasznie bolesnie prawdziwy...
Autor tekstu pisze,ze reakcja na nowosc swiata na emigracji ma rozne fazy:

1."miesiac miodowy",fascynacja nowoscia,ciekawosc-mentalnie czlowiek jest jeszcze w domu,posluguje sie dotychczasowymi nawykami,kupuje chleb i dziwi sie,ze inaczej smakuje...
2.druga faza-konfrontacja z odmiennoscia swiata,w ktorym przyszlo nam zyc,brak zrozumienia.Czlowiek czuje sie zagrozony,bo jego reakcje przestaly byc adekwatne.
3.Trzecia faza-za nieporozumienia obwiniamy kulture,w ktorej przyszlo nam zyc.Nic nam sie nie podoba!!...
4.w czwartej fazie odzyskujemy dystans,potrafimy dostrzec dobre i zle strony zarowno naszej ,jak i nowej kultury.
5.w piatej fazie uzyskujemy pelne kompetencje potrzebne do zycia w nowej kulturze,biegle poslugujemy sie jezykiem.

A ja?...Zastanawialam sie nad tym.Mysle,ze oscyluje pomiedzy 2,3 i 4 faza...Jakkolwiek dziwnie by to brzmialo.Jesli cos sie w jakis sposob wyklucza,to ja wlasnie tam jestem!

Emigracja to mala smierc jak dla mnie,smierc przeszlosci,wspomnien,wiezi z bliskimi.Cos sie konczy.Wiele rzeczy da sie uratowac,przeniesc w nowa rzeczywistosc,ale wiele,o duzo za duzo,umyka...I ktos,kto wybral emigracje,zawsze bedzie prowadzil podwojne zycie.Bo emigracja sama w sobie jest podwojnym zyciem...Dla mnie-tu i w Polsce,porownywanie,gdybanie,nieustanne zastanawianie sie,co oni teraz,w tej chwili robia...


<<<<<<<<>>>>>>>>>>

Swieta tuz tuz.Zostalo 9 dni.Obmyslam menu wigilijne,wypisuje kartki swiateczne,pomysly na prezenty gdzies umknely.I ze smutkiem mysle,ze Dziewuch nie bedzie z nami po raz pierwszy od 2 lat:(


czwartek, 13 grudnia 2007
Powrocilam.Central Wings dowiozl mnie do domku,chociaz byly spore turbulencje i ogolnie czulam sie zle,bo bolala mnie glowa.Jak zwykle od nadmiernego myslenia.W ogole chcialam powiedziec,ze ktos,kto wynalazl poduszke dmuchana do samolotu,musial byc geniuszem.Nie ma  nic lepszego,mozna zasnac od razu i glowa nie lata,zsuwajac sie po siedzeniu.

Teraz palimy swieczke Smolarkowa i tak jak Impi rzekl -sa 4 knotki i kazdy symbolizuje jedno z nas.I wlasnie o tym sobie myslimy.I wspominamy chwile spedzone razem,jeszcze nie tak dawno...

Dobrze bylo mi w Polsce.Spotkania z ludkami,koncert Lube...Odwiedzilam w koncu Saski,bylam na Nowym Swiecie,widzialam palme i bardzo czesto jezdzilam metrem:)Ale rownie czesto z Monia-brawurowcem,ktora wziela sobie chyba do serca te obelge;)i jezdzi juz spokojniej:)
Na zawsze zapamietam teksty wyspiewywane przez Impiego na melodie psalmow,szkoda tylko,ze nie moge zacytowac zadnego...;)W ogole mam coraz czesciej ochote pospisywac teksty zaslyszane od Smolarkow,powstalby z tego wielka ksiega smiechu ale tez i aforyzmy zyciowe,np"Nagotuj sobie imbiru":)))))))))))
Koncze,bo Katarzyna nadciaga!!!Yuppi:)

niedziela, 09 grudnia 2007
To bedzie jedna z najpiekniejszych chwil w moim zyciu...Zaczelam plakac,kiedy tylko wyszli na scene.Wszystko mi sie przypominalo,najpiekniejsze chwile z 1 roku studiow,nasz pokoj,w ktorym krolowalo LUBE i Ania nucaca piosenki.Tak mi jej dzis brakowalo,tak bardzo chcialam,zeby byla wlasnie w tej chwili z nami...

Tyle radosci,tyle pozytywnej energii.To bylo niesamowite.Na koniec,podczas ostatniej piosenki Atas cala Sala Kongresowa stala...Nie potrafie opisac wszystkich uczuc,jakich doznalam dzis...Ale jakos mi spokojnie,dobrze...Chociaz lzy ciagle naplywaja do oczu...
 
1 , 2