PustaMiska - akcja charytatywna Psiarnia
Pomagam! -50stron.pl
Kategorie: Wszystkie | Kirosinka | Literatura
RSS
czwartek, 29 listopada 2007

Egipt czasem jest jak bajka,jak drugi,inny swiat.Wczoraj zawedrowalysmy do sklepu z perfumami.Ale to tylko na pierwszy rzut oka wydawalo sie,ze to zwykly sklep.Pan poczestowal nas beduinska herbata-dziwnie troche przyjal nasza prosbe o jedna lyzeczke cukru(oni sypia minimum 10) ;) a pozniej zaczela sie “degustacja”zapachow.Dookola pelno luster,karafek roznych ksztaltow i rozmiarow,zapachow i muzyka w tle...Czulam,ze zasypiam,ze sie przenosze w jakas inna lepsza rzeczywistosc):)

Na koniec pan zrobil kazdej z nas masaz twarzy z przepieknie pachnacymi olejkami i poczestowal herbata z hibiskusa na zimno.Jednym slowem spedzilysmy bajkowy wieczor w milym,tym razem naprawde przyjaznym, towarzystwie.

Jest pieknie i cieplo.Dookola palmy i piasek.Trudno bedzie powrocic do rzeczywistosci:/

poniedziałek, 26 listopada 2007

Wyspalysmy sie wreszcie dzis.Na sniadanie tradycyjnie nie zdazylysmy.Tak bylo i w zeszlym roku na Majorce.Na sniadaniu nikt nas nie widzial nigdy.No ale jesli sniadanie sie robi od 7 do 10 to trudno na nas liczyc:/


Dzisiaj przy basenie wedrowal jakis kot a wlasciwie kotka (biala torba -to informacja dla Lukasza;))W stanie blogoslawionym zreszta.Oczywiscie przywlokla sie do naszych lezakow i to sklonilo K.do rozmyslan na temat tego czy ona moze miec pchly.I czy pchly w takim klimacie,w ogole w Egipcie wystepuja.Swoja droga,ciekawe.

Kolo nas lezeli Rosjanie i Anglicy.I dzieci angielskie dokarmialy kota.Rosjan trafial szlag i mowili tym dzieciom,zeby przestaly to kot sobie pojdzie.Dzieciarnia oczywiscie nic “nieponimawsza” po- russki przynosila jeszcze wiecej jedzenia z grilla dla kota;)

A potem mialysmy wrazenie,ze kot szuka miejsca,zeby porod zaczac.Wpadlam wiec na genialny pomysl,ze jak urodzi na naszych oczach,to wezmiemy kociaka ze soba do domu.No i..K.zarzadzila powrot do pokoju:/...

sobota, 24 listopada 2007

To juz drugi dzien w Egipcie.Mysle,ze tam na gorze ktos dobrze dba o mnie,skoro dostep do Internetu w pokoju mamy:)))))

Jest wspaniale.Pokoj wielgachny,z wielkim tarasem z widokiem na cala plaze i morze.Jedzenie pyszne,drinkowanie do woli(to akurat jest mi obojetne)i wspaniala pogoda.Rozkladamy sie przy basenie i zazywamy uczty duchowej z knigami w lapkach.

Niestety nie wszystko jest idealne.Wiedzialam,ze to zupelnie inna kultura i obyczaje,ale nie sadzilam,ze nachalnosc tutejszych facetow jest az tak wysoko rozwinieta:/Momentami bywa to straszne i bardzo bardzo nieprzyjemnie:/Nie mozna przejsc pare krokow,zeby nie slyszec za soba mlaskania,cmokania i gwizdow:/No i nie wspomne,ze nie widzialysmy tu jeszcze ani jednej kobiety “tubylczej”...

W sklepach masakra z targowaniem sie o wszystko.Nie istnieje cos takiego jak cena!!K.ma juz bardzo duze experience w targowaniu sie i jest w tym naprawde bardzo dobra:)

Jest tez cos, co mnie zupelnie zaskoczylo-liczba Rosjan w Egipcie.Istne zatrzesienie:))Na kazdym kroku slychac rosyjski.


Wlasnie wrocilysmy z niesamowitej wycieczki ze srodka pustyni.Najpierw byla jazda na wielbladzie,co przyplacilam wielkim strachem,lzami w oczach i postanowieniem,ze nigdy w zyciu nigdzie wiecej sie nie wypuszcze...Balam sie cholernie,bylam przekonana,ze zaraz spadne...Posylalam K.nienawistne spojrzenia,jako sprawcy mojego nieszczescia.Bylo OK,ale caly czas bylam wystraszona i spieta i po zejsciu z kamelka strasznie bolaly mnie wszystkie miesnie.Ale zrozumialam przynajmniej,ze moge czasem pokonac moj nieuzasadniony czesto strach:)

Potem postoj w wiosce bardzo milych i goscinnych Beduinow,picie herbatki(zakupilysmy potem takowa),ognisko,kolacja,palenie fajki i tance przy ognisku:)To bylo wspaniale przezycie.I sama pustynia-ogromny spokoj i cisza...zachod slonca:)

Ale jakos nie spodobalo mi sie,ze tam w srodku pustyni byla toaleta,normalna toaleta...Wiadomo-dla turystow,ale...To taki dowod,ze wszystko ulega juz technice..Nawet takie piekne zakatki...



Jutro spimy do woli a potem opalanie i byczenie sie ogolne:))

środa, 21 listopada 2007
Wlasnie zezarlysmy chinska,kurczaka z grzybami.Dzisiaj w nocy,a wlasciwie nad ranem wyruszamy.W Egipcie bedziemy jutro po poludniu.2 tygodnie totalnego byczenia sie przed nami.Wlasnie sie pakujemy.Niestety nie idzie mi to latwo,bo nie lubie tego robic.A zwlaszcza sama!K.buszuje jeszcze po sklepach w poszukiwaniu baterii do latarki.I ogolnie cacka sie z samochodem:/Wlasnie ja widze z okna jak tam cos wlewa...Moze silnik chce zalac?!;)))
Dzisiaj byly ostatnie zakupy i oczywiscie kostium kapielowy dla mnie.Nie znosze nic przymierzac!!!!!!We wszystkim zawsze wgladam cwokowato!!Jako,ze sie nie moglam zdecydowac,kupilam dwa...Niestety magiczne nie sa:/Chwila prawdy w postaci ujawnienia moich kol ratunkowych nadejdzie...
Nie wiem co ja mam pakowac!!Pewnie polowy zapomne tak czy inaczej!!!K.nie chce w tym pakowaniu uczestniczyc...Wzielam 14 ksiazek...Mam nadzieje,ze wystarczy...W koncu to 2 tygodnie!!!Juz sie nie moge doczekac kiedy sie na plazy rozloze:)))I bede czyyyyyyyyyyyyyyyytac...
Oczywiscie tony miety,Nospy,i wszelkich innych zoladkowych specyfikow rowniez znalazly sie w walizce!!

Wczoraj bylysmy u Dziewuch,do 5 rano...Bylo tak dobrze i tak mnie pod koniec wszystko rozrzewnilo,ze sie tradycyjnie poplakalam.Tak bardzo brakuje mi czestszych takich spotkan,spontanicznosci,gadania do rana,wspominania i glupawek wszelakich...Tesknie juz za nimi,nie lubie sie rozstawac na tak dlugo.A zwlaszcza,ze do niedawna jeszcze byla szansa,ze pojedziemy razem ale nie wyszlo,i one jada jednak do Hiszpanii.
Z Katarzyna wpadlysmy na wspanialy pomysl zycia w komunie.Po powrocie mamy pomyslec nad wynajeciem wielgachnego domu...hehe to mogloby byc ciekawe.Na pewno jakos nasza mlodosc by to przedluzylo:))Mialysmy taka wizje jak wielki living room,zadymiony z lekka(od papierochow Katarzyny;) ),glosna muza,piekny ogrodek z kwiatkami przez Katarzyne wyhodowanymi.
Ja widzialabym Katarzyne jako taka madonne w szlafroczku,lezaca na kanapie z fajem,czerwone paznokcie na stopach i w reku tomik poezji Cwietajewej albo Gippius;)Byloby w deche;)
I tak to wyglada.Mam nadzieje,ze Egipt okaze sie wspanialy i odpoczniemy jak nalezy w koncu...


niedziela, 18 listopada 2007
No dzisiaj zaszalalam:)Tak sie cieszylam dniem wolnym,ze postanowilam w wannie wylezec sie za wsze czasy:)A przy okazji przed Egiptem upiekszyc swoja starzejaca sie cere.K.zawsze sie awanturuje,ze kosmetyki zalegaja wszedzie a ja kupuje wciaz nowe.No tak duzo nie kupuje,ale jesli juz to z Avonu maseczki i wszelkie inne kosmetyki z serii Planet Spa,bo uwazam,ze akurat te serie Avon ma dobra.Co prawda tylko ja ich uzywam potem(tzn.zalegaja na polce),bo K.ma bardzo duze problemy z doborem kosmetykow.I zawsze mi wyrzuca ten Avon,mowiac,ze zamawiam tam juz tylko dlatego,zeby kobiecie od ktorej zamawiam nie robic przykrosci...No pewnie cos w tym jest-nawet na pewno.Mna latwo manipulowac,nie potrafie powiedziec NIE...a juz jesli mam wytlumaczyc dlaczego nie,to wole powiedziec TAK...Swoja droga moze to miec tez duzo uroku;)
No ale wracajac do mojego Dnia Urody to zrobilam wszystkie mozliwe maseczki i wszelakie inne upiekszacze na wlosy rowniez.No i najwieksza frajda to bylo czytanie w wannie.Co prawda ksiazka wyglada teraz jakby ja wylowili z morza razem z rozbitkiem ale...czytanie w wannie to duza przyjemnosc:)W miedzyczasie jeszcze oczywiscie telefon mi sie namoczyl niechcacy:(((
Teraz zas z moja siostra na gg kloce sie tradycyjnie;)
I tak sobie mysle,ze ogolnie to moglabym miec duzo takich dni:)

No.To sie wypowiedzialam krotkim "wierszem":))))

Od dwoch dni zastanawiam sie nad slowami Kasi.Ona twierdzi,ze kiedy ktos umiera,nie placzemy nad nim,ale nad soba.W tym zalu i lzach jest tylko egoizm,czysty egoizm i uzalanie sie nad samym soba.Nie skupiamy sie na osobie,ktorej juz nie ma,ale na  swoim nieszczesciu,jakie po tym nastepuje.I caly czas chodzi tylko o nas...O nasz komfort w pewien sposob...
Nie wiem...chyba nie chce wiedziec,chyba nie chce myslec o tym w ten sposob,
o tym w ogole...

sobota, 17 listopada 2007
Wczoraj wybralysmy sie na planowana dlugo juz wyprawe w Szkocje.Stanelo na  Pitlochry.Wspolnie doszlysmy do wniosku,ze o zadnej innej porze roku nie byloby tam tak pieknie jak teraz-jesienia.
Tyle kolorow naraz i pogoda dopisala.
Podroz trwala dlugo,jako ze jechalysmy w tamte okolice pierwszy raz.Bardzo zalowalysmy,ze nie mozna sie bylo zatrzymac.Widoki po obu stronach drogi byly bajkowe:)))Katarzyna dzielnie "popelniala"zdjecia z samochodu ale niestety nie wszystkie sa udane:/
W samym Pitlochry poszlysmy do muzeum whisky,potem na spacer po miasteczku.Bylo tak spokojnie,tak cicho i chyba dopiero wczoraj zauwazylam jak piekny jest ten kraj...I zaczelam sie nawet zastanawiac nad mozliwoscia zamieszkania na wsi...Hmmm....
Na sam koniec juz,kiedy zaczynalo sie sciemniac,poszlysmy nad rzeke.I to juz bylo najpiekniejsze co widzialam,i pamietam,ze moje mysli byly wtedy takie cieple i poczulam prawdziwe szczescie:)Czulam sie jak maly punkcik na tle tego co mnie otaczalo...A potem wedrowalysmy po jakims lasku.Oczywiscie moja faza na robienie tysiaca zdjec powrocila:)
Szkoda tylko,ze nawet najlepsze zdjecia nie sa w stanie oddac piekna tego wszystkiego.Pamietam,ze kiedy tak patrzylam na to piekno dookola,do zupelnego szczescia brakowalo mi juz niewiele...Tylko pare osob,waznych osob:)
Okolo 17 wyruszylysmy w droge powrotna ale oczywiscie naszym celem bylo znalezienie jakiegos "koryta":)Zatrzymalysmy sie w Perth,na chinski buffet.Ale zanim sie tam zatrzymalysmy,trzeba bylo przez to piekne miasto przejechac....To byla dluga historia,K.pokazala nam najgorsze uczucia,jakie drzemia w kierowcy,ktory probuje znalezc miejsce do parkowania,kiedy go po prostu nie ma;))))
Katarzyna wpadla na super pomysl na zycie,niestety nie moge go tak publicznie ujawniac.Chodzi o to,ze zaproponowala,bysmy wszystkie wziely udzial w programie;))))
W restauracji Katarzyna na samym wejsciu wykrzyknela"Patrzcie Wodecki"...Niestety nie byl to Wodecki,bo to byla kobieta,ale rzeczywiscie wypisz wymaluj jak Pszczolek Majek;)))No i pozniej juz mialysmy z glowy rozrywkowa czesc wieczoru;)
I jeszcze bylo wrozenie z wlosa,ktore do niczego dobrego nie doprowadzilo,aczkowiek dostarczylo mnie i Katarzynie duzo radochy i funa;)

A potem do domku!Siedzialam wygladajac przez okno i czulam,ze zycie jest piekne.Po raz pierwszy od ponad 2 lat udalo nam sie dokads wybrac razem....Spedzic razem czas,pobyc ze soba,pospacerowac,pomilczec razem...
Mysle,ze to jest szczescie,prawdziwe szczescie,takie,ktore czlowiek jest w stanie zauwazyc...I cos,co zawsze bede wspominac najpiekniej...Bylo wspaniale i dobrze,choc niestety,ze wzgledu na pewne okolicznosci, nie do konca...



                        <<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>

Przed nami jeszcze 5 dni i sloneczny Egipt:))))I na plazy nadejdzie dla mnie chwila prawdy....:/Chyba,ze zakupie sobie jakis magiczny kostium kapielowy;)
niedziela, 11 listopada 2007
Dzisiaj nastapil "popracowy" i calkiem spotaniczny wypad do dziewuch:)Po drodze z pracy "zaszlam"po Katarzyne(prostu z mostu wyjechalam,ze dzis musimy sie napic-i swoim mottem,ktore mi sie srednio raz na rok ujawnia"No ze mna sie nie napijesz??!!:("wprawilam ja w totalne oslupienie),a pozniej cala az 4osobowa grupa:) wyladowalysmy u nich.
Jako,ze ten kraj oprocz wielu zalet ma tez taka parszywa wade,jaka jest ABSOLUTNA niemoznosc zakupu alkoholu po 22 gdziekolwiek,musialysmy wyczerpac zapasy.No i tu musze(musimy) w strone Smolarkow sie uklonic-swietowalysmy winem z Waszego wesela:)I Wasze zdrowie tez wypilysmy:)Oprocz tego jeszcze Limoncello---фу!какая гадость!!!!!Never ever!

Kazde takie spotkanie konczy sie glupawka.Dzisiaj wzielo nas na przeboje Izy Trojanowskiej.Poplakalysmy sie ze smiechu z Katarzyna przy Podaj cegle...A trzeba wszystkim wiedziec,ze Katarzynie mistrzowsko wychodzi takie cos...I bardzo latwo o to:)))A tak na marginesie to naszym przebojem juz od dobrych kilku miesiecy jest teledysk Army of Lowers....To jest klasyk:)))Mamy w planach nakrecenie czegos rownie od czapy....Wiem,wiem,ile my mamy lat;)...

I w ogole bylo tak beztrosko i tak jak juz dawno nie bylo...Chyba najbardziej w moim zyciu brakuje mi spontanicznosci.To jest wlasnie to cos,co nie pozwala czlowiekowi myslec o przemijaniu,o starzeniu sie,zniecheceniu zyciem...

K.spi smacznie,ja sobie buszuje w necie z cudowna swiadomoscia jutrzejszego dnia wolnego,Stuart "wiesza sie" w klatce na szczebelkach,a za 1,5 tygodnia sloneczny Egipt....Czegoz wiecej chciec od zycia:)...


wtorek, 06 listopada 2007
Dopadl mnie znowu internet.Tym razem za sprawa bloga,ktorego regularnie czytuje:)i gdzie znalazlam info o stronie www.nasza-klasa.pl
No i teraz juz razem buszujemy,calym domem...Dobrze,ze chomik "nieztechniczony",bo tez moglby.
Milo bylo sie dowiedziec,ze kolezanka z klasy na coreczke:))I milo bylo odnalezc kolezanke z akademika..Stracilam juz nadzieje,ze ja gdziekolwiek odnajde:)A teraz sobie mailujemy:)

                          <<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>

Mamy w domu mysz....Zreszta caly Edi jest podobny naszpikowany myszami.Zakupilysmy dwie pulapki,wielkie,nakladlysmy sera do srodka,chociaz stwierdzilysmy dzis,ze mysz nie jest taka glupia,zeby sie na ser rzucac.Kielbasy jej trzeba jak nic!!Ja np.osobiscie tez wolalabym jakas podsuszana;)Nastapi wiec dzis przed snem wymiana bufetu z sera na miecho:)Boje sie tylko co z trupem robic bede,bo K.juz umywa rece:/Najlepiej weszlaby na krzeslo i krzyczala"Ooo,tam poszla,tu wylazla,aaaaaaaaaa"itd....I dlaczego ja mam byc od czarnej,mysiej roboty?;)

Aha,w piatek odprazdnowalysmy w koncu urodziny K.,ktore wypadaly,kiedy bylam w Polsce.Dostala od dziewuch неваляшку w narodowych barwach ukrainskich:)Tak jakos patriotycznie sie zrobilo przez chwile;)I to mnie sklonilo do rozmyslan,ze ja nigdy takich "zabawkow" nie mialam.Ba,ja nawet nigdy matrioszki nie mialam:(
Pamietam,ze mialam dwie lalki-chlopca i dziewczynke,w pieknych ubrankach.I masakrycznie je pogryzlam,jakos bardzo szybko po sprezentowaniu mi owej pary.Moze dlatego teraz mam takie problemy z zebami...
sobota, 03 listopada 2007

Nie potrafie pomoc,widze jak zycie samo pisze swoj scenariusz,konsekwentnie zmierzajac do przepasci i tragedii...Nikt nie zasluguje na taki bol...To straszne sluchac o tym,ze zycie sie juz skonczylo,to straszne miec swiadomosc,ze sama jestem taka szczesliwa,podczas gdy ktos inny marzy tylko o odrobinie ciepla.
Boje sie,tak bardzo sie boje,ze ktoregos dnia wydarzy sie cos zlego...



                    <<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>








Juz jestem w domu i mam za soba trudne powracanie do rzeczywistosci...Byl czas na przemyslenia i refleksje...Wrocilam z Polski o cos madrzejsza i pogodzona ze soba...Tak mysle...Tak mi mowi moje serce...
Kochac ludzi mi najblizszych moge wszedzie a rozlaka z nimi sprawia tylko,ze sa jeszcze bardziej wyjatkowi,ze czekam na maile z niesamowitym uczuciem w sercu,ze mysle,co oni teraz robia,ze wiem,ze w marcu przyjada...